żeglarska toaleta

| 22/04/2005 | 0 Komentarzy

Autor: Radosław Saniewski 

Przez wieki pływania po morzach i oceanach nikt nie zawracał sobie głowy wygodą. Potrzeby fizjologiczne załatwiano wprost do wody. Nie było to co prawda zbyt eleganckie, ale zawsze skuteczne, a o to chodziło. I choć zdarzały się przypadki, że w czasie tych intymnych czynności wysoka fala porywała śmiałka – było to ryzyko wkalkulowane w marynarski fach.

Z czasem konformizm pojawił się także wśród żeglarzy. Co spowodowało instalowanie łazienek na jachtach? Zwykła wygoda, załogi mieszane, moda, a może pierwsi milionerzy i nowobogaccy? Chyba tym ostatnim powinniśmy zawdzięczać przeniesienie toalet także na jednostki pływające – miejmy wszak na uwadze, że nawet dziś łodzie służą im do organizowania kameralnych spotkań ze znajomymi, spędzania miłych wieczorów na przystaniach oraz – wyjątkowo, przy sprzyjających warunkach – do weekendowego rejsu w pobliżu portu. Nie za daleko jednak – tak by zostać zauważonym, ale zauważonym przecież – proszę wybaczyć dosadność – nie ze spuszczonymi spodniami. Ci z czytelników, którzy mieli okazję spędzić nieco czasu w portach, niezależnie od miejsca na kuli ziemskiej, wiedzą, że powyższe uwagi nie są ironią, lecz wynikiem obserwacji, który został natychmiast wykorzystany przez budowniczych jachtów.

Na luksusowych jachtach, wchodząc do łazienki, możemy nie zorientować się, że jesteśmy na wodzie.

Na luksusowych jachtach, wchodząc do łazienki, możemy nie zorientować się, że jesteśmy na wodzie.

Sama łazienka natomiast, jej wielkość – i co z tego wynika – wygoda użytkowania, jest ściśle związana z wielkością jednostek. Na statkach pasażerskich, promach, bądź jachtach luksusowych, wchodząc do łazienki, możemy w ogóle nie zorientować się, że jesteśmy na wodzie. Duże pomieszczenia, ekskluzywne materiały: najlepsza glazura, ceramika, marmury a nawet corian. Pozłacane baterie, dyskretne oświetlenie, doskonała wentylacja – wszystko w najlepszym guście, projektowane i wykonane nie przez szkutników, lecz przez designerów i projektantów wnętrz.

Oddalając się jednak od przepychu i luksusu, przenieśmy się na mniejsze jednostki, gdzie ograniczona przestrzeń jest coraz bardziej podporządkowana funkcji, a wszelkie wymiary zmniejszone są do minimum wymagań ergonomicznych. Tu już nie mamy do czynienia z łazienką. Od tej pory jest to kingston. Nieduży WC z umywalką, za ścianą prysznic. Często jest to nawet jedno pomieszczenie: podłogę stanowi brodzik, nad głową natrysk, przed nami muszla toaletowa, a obok szczątkowa umywalka. Przy misce ustępowej ręczna pompka, pobierająca przy spłukiwaniu wodę zaburtową i również za burtę odprowadzająca nieczystości. Cała przestrzeń wielkości jednej trzeciej typowej łazienki w bloku, a i tak chwilowo jest tu sporo miejsca, bo właśnie nie suszą się mokre sztormiaki.

Przenieśmy się na Mazury, gdzie większość łodzi ma długość ok. 7 m. Na tych jeszcze większych spotkać można toaletę a nawet prysznic – świadczące o zamożności posiadacza łodzi. Generalnie jednak, kingston, często spotykany na morzu – na śródlądziu praktycznie nie występuje. Wnętrza jachtów są przeważnie jednoprzestrzenne, w zależności od sytuacji stają się więc tym, czego wymaga potrzeba. Nocą zamieniają się w sypialnie, w godzinach posiłków w kuchnie i jadalnie, a wieczorem lub w czasie deszczu w klubo-kawiarnie i mini-puby. Coraz częściej znajduje się też miejsce dla wydzielonej łazienki. Maleńkie, przenośne toalety chemiczne, dające się zmieścić pod kokpitem lub którąś z koi, zdobywają coraz większą popularność. Zwłaszcza, że od kilku lat mówi się o wprowadzeniu przepisu, na podstawie którego mają się one stać obowiązkowym wyposażeniem łodzi kabinowych w Polsce.

Dosyć zabawne wydaje się samo korzystanie z takich urządzeń na niewielkich łodziach. Najpierw trzeba wyprosić resztę załogi na zewnątrz, zamknąć się w środku, następnie wysunąć WC ze schowka, po czym można przystąpić do czynności zasadniczej. Po wszystkim należy jeszcze przewietrzyć wnętrze i można już wołać załogantów z powrotem.

Jednak niepodważalną zaletą tych prostych urządzeń jest zachowanie czystości w miejscach cumowania, higiena oraz komfort psychiczny – świadomość, że w tej intymnej sytuacji, pod ślicznym świerkiem, nie pojawi się obok nas sąsiad ponaglony podobną potrzebą. Niewielkie (od 34 na 38 cm i wysokości 38 cm) urządzenia, wykonane z trwałego tworzywa sztucznego, składają się z dwóch głównych części: górnej – stanowiącej połączenie miski ustępowej i zbiornika na czystą wodę oraz dolnej – przenośnego zbiornika na zanieczyszczenia. Do tego pompka ręczna do spłukiwania oraz specjalny, szybko ulegający rozkładowi papier toaletowy a także odpowiednie środki chemiczne. Wspomagają one rozkład nieczystości, zapobiegają powstawaniu nieprzyjemnych zapachów, a także czyszczą i dezynfekują muszlę toaletową.

Toalety te są oczywiście szczelne, dzięki czemu nie musimy obawiać się o ich zawartość w czasie przechyłów. Pamiętajmy jednak, aby zbiornik z nieczystościami po napełnieniu opróżniać jedynie do kanalizacji w toaletach portowych (w niektórych znajdują się miejsca specjalnie do tego celu przeznaczone). Kilka lat temu byłem świadkiem zdarzenia, gdy nad Śniardwami o bladym świcie z pięknego jachtu wylano zawartość takiego WC prosto w krzaki, po czym beztrosko odpłynięto. Żenujący był brak myślenia i jakiejkolwiek świadomości ekologicznej, nie wspominając już o estetyce miejsca, w którym pozostałe załogi miały rano zjeść śniadanie.

Toalety chemiczne możemy wykorzystywać nie tylko na jachtach. Doskonale nadają się do przyczep i samochodów kempingowych, domków letniskowych oraz innych pomieszczeń bez stałej instalacji sanitarnej. W zależności od producenta, wyposażenia i wielkości, ceny toalet zaczynają się już od 270 zł, zaś komplet akcesoriów (4 rolki papieru toaletowego, litrowa butelka płynu do utylizacji – wystarczająca 4 osobom na. 6 tygodni oraz płyn dezynfekujący dodawany do wody) kosztuje ok. 48 zł. Wydaje się to niewielką ceną za komfort, higienę i poczucie czystości.

Tym, którzy spędzają urlop na Mazurach i nie mają ani luksusowych jachtów, ani nawet chemicznego WC, pozostaje korzystanie z usług toalet portowych, bądź zestaw tworzący łazienkę minimum: szczoteczka do zębów i saperka.

P.S. Golimy się w domu, po powrocie z urlopu.

Artykuł pochodzi z serwisu architektonicznego http://www.wnetrza.cad.pl

fot. Sunreef Yachts, Thetford

rys. autor

Tags: akcesoria jachtowe, budowa jachtu, ekologia, jacht, jacht morski, jacht śródlądowy, wyposażenie jachtu

Category: Budowa jachtu, Porady, Spis treści, Technika

Komentarze (0)

Trackback URL | Comments RSS Feed

Brak komentarzy.

Zostaw komentarz

WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates