Z Wielenia ku morzu część 3

| 17/01/2013 | 1 Komentarz

Autor: Wiesław Frąckowiak

Kolejnego dnia powiało i wzburzyło wodę jeszcze mocniej niż wczoraj. Po godzinie mimo kołysania i bryzgów normalnie zasypiam za sterem. Dla tej fali i jazdy na niej warto było się tłuc tydzień rzekami. Następnego dnia zmieniam foka na większego i refuję grota. Wiatr zmienił kierunek. Łódkę gnie, aż woda do połowy kabiny dochodzi i chce przewrócić. Bryzgi przez kabinę przelatują. Łódka jest nie do opanowania. Zwijam grota i próbuję na samym foku. O halsowaniu nie ma mowy, to działa jak spinaker, tylko z wiatrem. To prawdziwa burza. Uciekłem w trzciny, ale jeszcze musiałem wyjść i zwinąć foka, przywiązać rumpel, bo stukał o burtę. To była ekstremalna jazda, bo nawet woda z czajnika się w kabiniewylałą. To było w granicach 7-8 Beauforta. W dwie osoby można by to opanować, sam nie dałem rady. Żagle chciały ręce powyrywać, a ster wysadzić za burtę. Znalazłem prosty sposób na takie wiatry i przechyły.  Popuścić ster łódka sama skręca, prostuje się no i traci na prędkości. Albo bezpieczeństwo, albo szybkość. Innym razem specjalnie próbowałem, kiedy łódka położy się na wodzie i się nie udało.

Kolejny dzień, sobota już bez problemów, normalnie z wiatrem docieram do Świnoujścia. W mieście musiałem przepuścić prom pasażerski, bo manewrował. Do mariny wpływam na wiosłach. Sensacja, bo wszyscy już używają tylko silników. W bosmanacie, gdy się meldowałem, bosman pyta o wymiary, numery, adres i czas, na jaki się zatrzymam. Numeru rejestracyjnego nie ma… Zdziwił się! Pytam: a musi być? On: no nie. Jest nazwa czytelna i to wystarcza. Staję na dwa dni. Prysznic i golenie. Od razu inny człowiek.

No, on jest nieco większy, niech płynie

No, on jest nieco większy, niech płynie

W marinie na tablicy zapisane, wiatr 4-5 w porywach 6. Stan morza 2-3, byłem widziałem. Morze jest spokojniejsze od zalewu. Dzwoniłem do domu już z mola, bo wcześniej nikt nie odbierał. W domu zdziwienie, gdzie jesteś? Na końcu świata! A czemu tak szumi i co to? To tylko morze i wiatr.

Już w porcie jachtowym

Już w porcie jachtowym

Niedziela, od samego rana pada deszcz. Dobrze, że teraz jestem w marinie, bo poprzednio nocowałem w przygodnych miejscach w brzegu. Nie było często możliwości wysiąść, bo bagno lub mokradło. Billboard świetlny naprzeciwko podaje aktualną pogodę, siłę i kierunek wiatru, aktualny stan morza i zatoki. Jest napisane: “przelotne deszcze” – a w kokpicie już po kostki napadało. Prowiant w bakiście, a tu przelotnie leje. Gdy już czajnik zaczął pływać w kabinie, to musiałem się ruszyć do wylewania wody z tego ,,przelotnego” deszczu. Na billboardzie wyskoczyło ostrzeżenie o sztormie i wzrost siły wiatru. Siedzę i czekam, aż przestanie padać, a tu krople gdzieś po suficie pociekły i prosto na głowę. No, będzie znowu coś do poprawienia na wiosnę. Po cichu planuje popłynąć do Dziwnowa, to tylko trzydzieści parę kilometrów, morzem i wrócić na zalew.

Poniedziałek, zapowiadają wiatr południowo zachodni do 5-7m/s to jest akurat czwórka. Najlepszy wiatr do żeglowania. Ciekawe, jaki stan morza i jaka fala – byłem zobaczyć. Co tu kryć, boję się, ale nie mogę przepuścić takiej okazji, bo drugiej już może nie być w moim życiu. Płynę i basta! Moja mała Ola i na morzu radzi sobie całkiem dobrze. Po ostatniej burzy na zalewie już nic mnie nie powstrzyma. Wytrzymała wtedy to i teraz da radę.

Już na morzu

Już na morzu

Międzyzdroje

Międzyzdroje

Nadciaga burza

Nadciaga burza

To był piękny słoneczny dzień zakończony oczywiście burzą. Całą drogę podziwiałem piękne wybrzeże. Plaże i rzesze ludzi na brzegu. Towarzyszył mi ciągły huk fal o brzeg, to nie był szum tylko łoskot od strony brzegu. Nie obyło się bez drobnej awarii. Szpona gafla się rozłamała i musiałem opuszczać grota obwiązywać linką tą szponę. Nie od razu udało się to zrobić dobrze i musiałem powtarzać całą operacje z żaglem na wodzie. Tak od połowy drogi wiatr przygasł, a z tyłu zachmurzyło się. To jakaś burza się tworzyła i pytanie: dogoni mnie, czy nie. Nie mogłem sobie poradzić z wejściem w rzekę. Dwa razy podchodziłem i za każdym razem nurt wynosił mnie w morze. Nie chciałem ryzykować zderzenia z falochronem. Poszedłem w brzeg, na plażę. Zdjąłem żagle i płynę na wiosłach po przekątnej do główki falochronu. Wikingowie i nasi przodkowie pływali tylko na wiosłach i dawali radę, to i ja podołam. No i się udało. Na plaży łódka wbiła się w piach mieczami, tak solidnie, że nie mogłem jej ruszyć. Zaparłem się czekałem na falę. Fala lekko podniosła łódkę a ja popchnąłem parę centymetrów w morze i tak kilkanaście razy do skutku. Po falochronie popchałem wiosłem za kabinę i jednocześnie kierowałem cumą za dziób. Dalej już nurt był mniejszy i popłynąłem na wiosłach. Na most trafiłem jak akurat go podnosili i to w trakcie ulewy, ale nie było problemu. Na noc stanąłem przy nabrzeżu miejskim. Dobre miejsce blisko jakiejś dyskoteki, nie było spokojnego spania. Podszedł gość z jachtu obok i pytał jak ja wszedłem do portu, bo tu prąd z półtora węzła. Mówi, że widział mnie w Świnoujściu i ,,szacunek” za pomysłowość. Obok stał ładny, drewniany jacht z żaglami gaflowymi i niemiecką banderą. Jakaś motorowa łódź zrobiła fale, a oni natychmiast odpalili silnik i odpłynęli z tego miejsca, chociaż się zmierzchało.  Wcześnie rano, gdy tylko się trzcina i listki poruszyły, popłynąłem na śniadanie do Kamienia Pomorskiego. Tam na podejściu do portu też tyczki z sieciami. Przy podejściu nie mogłem zlokalizować wejścia nawet przez lornetkę, słabo oznaczone. Ci, co już tu byli wiedzą gdzie jest. Ja skorzystałem z nadbrzeża i tam przywiązałem łódkę. Podszedł gość i poprosił o dane łódki i moje. Oni chyba tam rejestr prowadzą. Do sklepu po prowiant, śniadanko, spacer po nowej wspaniałej marinie (robi wrażenie) i dalej na wodę. To fragment Zachodniopomorskiego Szlaku Żeglarskiego.

To już Kamień Pomorski

To już Kamień Pomorski

 

Do Wolina jest ładny kawałek drogi jak nie ma wiatru. Bez wiatru to łódka z żaglem bez życia stoi. Prognozy dopiero na jutro przewidują wiatry. Tutaj nawet wiatraki na brzegu się nie kręcą. Powolutku po parę metrów posuwam się w kierunku zalewu. Duży grot łapie nawet słabe ruchy powietrza…

29. Wolin

Wolin

Wolin

Kolejny port Stepnica, z tego miejsca mają mnie zabrać na wózek i do domu. No jeszcze popływam, bo to jest połowa zalewu do przepłynięcia. To kolejna noc na łódce i kolejny dzień mojego urlopu.

Stepnica

Stepnica – kanał

Dużo tu orłów, spotkać łatwo, ale za daleko na zdjęcie. O świcie przelatują kormorany w stadach i setkach sztuk. Ładnie to wygląda, ale szkody jakie czynia w rybach to zupełnie inny problem. Dużo łódek pływa na silnikach, wygoda to czy lenistwo, albo im się spieszy. Opowiadali o ludziach, co przyjeżdżają do mariny i przez tydzień nigdzie nie wypływają. Mieszkają cały czas na jachcie jak na kampingu.

Ten kanał przy tym kierunku wiatru to istna pułapka. Spokojnie, ale wypłynąć na zalew to problem. Sposobem na pycha dałem radę. Tam kolejna burza, więc parkuję w trzcinach. Kołysze, ale komarów na wodzie nie ma, więc zostaję na noc. Kolejny dzień to już czekanie na transport i spacer po wodzie pod wyspę. Teraz to pływam tak sobie dla samej przyjemności z pływania. Planuję, że jak przyjadą po mnie to ich zabiorę na wodę. Kiedy przyjechali wiatr ucichł i po planach z pływania.

Rejs trwał od 19.07 do 3.08.2012 roku. Zostały wspomnienia, zdjęcia i satysfakcja. Najładniejszych, tych pod pełnymi żaglami nie mam, bo nie miał mi kto ich zrobić. Zdjęcia były robione przez turystów, widziałem.

P.S.

Mam prośbę, gdyby ktoś miał zdjęcia mojej łodki pod żalami i chciał by mi je skopiować, to może je wysłać na adres  wieslaw16021956@wp.pl.

Dziękuję z góry

Wiesław

 

 

 

 

Tags: rejs

Category: Spis treści, Na wiatr

Komentarze (1)

Trackback URL | Comments RSS Feed

  1. Artur says:

    Piękna wyprawa, bardzo ciekawie opisana. Szkoda tylko, że zima za oknem.
    To chyba najwspanialsza sprawa, zbudować łódkę, żeby później pokonać nią wymarzony szlak.
    Pozdrawiam

Zostaw komentarz

WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates