Z Wielenia ku morzu część 2

| 10/01/2013 | 1 Komentarz

Autor: Wiesław Frąckowiak

Kalkulowałem, że na Warcie, jest pod wiatr, to na Odrze skręcę i będzie lepiej, bo wiatr z boku. A na Odrze zmieniło się – szerzej, fala większa a wiatr odkręcił, ale nie wyszedł z martwego pola. Halsowanie pod wiatr po dwieście metrów, może trochę więcej. Co zwrot rozpęd, chwila i kolejny zwrot. Tutaj są ostrogi – wały kamieni od brzegu w poprzek nurtu. To po to, aby woda i kra zimowa nie niszczyły brzegów. Niektóre rozmyte i ich nie widać, tylko minimalna falka pokazuje miejsce. Najechałem na jedno takie miejsce, myślałem, że nie zahaczę i przy moim małym zanurzeniu przelecę wierzchem. Mieczami przyrżnąłem, aż łódka stanęła w miejscu – błąd jakiegoś metra. Nie było rady, rozebrałem się, wyskoczyłem do wody i popchnąłem z trudem w nurt. Teraz pomyślałem: ładnie, niemiecka strona, ja bez ubrania, bez języka i żadnych dokumentów. Mocno trzymałem łódkę, by wskoczyć do środka. Wszystkiego muszę się uczyć, rzeka to nie jezioro. Za takimi ostrogami powstaje wir i strefa bez nurtu. Taki wir potrafi zatrzymać łódkę w miejscu. Koniecznie musi być prędkość do przeskoczenia. Woda stojąca inaczej wpływa na sterowność. Płynąłem do wieczora, aż się wiatr skończył. Trzciny przestawały się kołysać, ale ciąg z żagli jeszcze dawał sterowność. Duży grot gaflowy spisywał się dobrze, ciągnął. Są boje w nurcie wyznaczające szlak żeglowny, prawe – zielone i lewe – czerwone.

Boja w nurcie Odry

Boja w nurcie Odry

 

Poniedziałek cisza i mgła, sunę cichutko jak zjawa. Wiatr taki słaby ledwo, ledwo, ale łódka steru słucha. Zakładam większego foka, więc mam większe możliwości łapania wiatru i płynę dalej. Śniadanko i kolejna butla gazu pusta, jak dobrze, że wczoraj jedną wymieniłem na pełną.  I nareszcie lato, upał; musiałem się ponownie ubierać, nie z zimna, ale przed słońcem.

Widuchowa

Widuchowa

Tutaj spotkałem dwójkę młodych chłopaków, którzy płynęli kajakiem z Wrocławia do Szczecina. Fajnie byli opaleni na twarzach. Tyle ile zasłaniał daszek czapki – blade, a reszta twarzy spieczona od słońca. No i ta schodząca skóra z nosów. Znowu uderza ład i porządek na obszarze całej stanicy wodnej. Bardzo miła i uczynna postawa gospodarza obiektu. Bosman się niczemu nie dziwi. Rok temu płynął gość na pniu drzewa i grupa ludzi – wpław. Droga wodna i obsługa infrastruktury rzecznej to inny świat. Czysto, miło, grzecznie. Po południu płynąc cichutko spotykałem płochliwe bobry, a nawet kąpiące się nimfy wodne i to mnie zatkało. Nawet dzień dobry nie zdążyłem im powiedzieć, a one tylko odwróciły się tyłem i już przepłynąłem dalej. To tak powstają baśnie, mity i legendy.

Gryfino

Gryfino

W Gryfinie mały przystanek po zaopatrzenie. Robotnicy poinformowali mnie, że jestem pierwszy przy budowanym nabrzeżu. Tu będzie ładnie jak będzie promenada i zieleń.

Następny nocleg już na jeziorze Dąbie. Po drodze mosty, praca na wiosłach. Chłopaki na kanałach szczecińskich ujeżdżają skutery wodne. Jeden robi dużą falę, drugi skacze na niej. W cztery skutery tworzą naprawdę spore fale. Musze szybko ustawiać się dziobem do fal, w ten sposób mniej kołysze i bezpieczniej. W Szczecińskiej Marinie nareszcie po całym dniu upału i pracy wiosłami upragniony prysznic. To jest ulga, czuję się od razu lepiej. Kolacja i płynę dalej do jeziora. Zmierzch i koniec pływania. Wiążę łódkę między dwoma drzewami na brzegu. Tutaj fale od barek i łodzi motorowych nic mi nie zrobią, najwyżej ukołyszą do snu.

Szczecin widziany już z jeziora Dąbie

Szczecin widziany już z jeziora Dąbie

Zrezygnowałem z defilady przed Wałami Chrobrego. Tam jest most i co będę się produkował ze stawianiem masztu i żagli. A jak coś będzie nie tak, to było by pośmiewisko. O nie! Kolejny dzień na jeziorze. Upał, brak wiatru, koszmar i te sieci po obu stronach drogi wodnej. Brakuje mi kotwicy, bo położyłbym się i spał sobie w kabinie. Bez kotwicy muszę cały czas czuwać i pilnować się, by jakiś podmuch nie wgonił łódki w rozstawione sieci.

Koszmar, całkowity brak wiatru

Koszmar, całkowity brak wiatru

Drugi brzeg jeziora Dąbie i Betonowiec

Drugi brzeg jeziora Dąbie i Betonowiec

Próbowałem uciąć sobie drzemkę przy brzegu w trzcinach. Przepływające duże statki swoją falą, która mało się nie przelewała przez burtę sprawiły, że nie dało rady. Musiałem szukać małej spokojnej zatoczki bez fal. Znalazłem taką, że ledwo mogłem łódkę obrócić, ale tu już fale były rozbite i nie groźne. Zostaję na noc.

Jedna z zatoczek przed Zalewem Szczecińskim

Jedna z zatoczek przed Zalewem Szczecińskim

Jeden z twórców fal

Jeden z twórców fal

To już Zalew Szczeciński

To już Zalew Szczeciński

 

Czwartek. Nareszcie powiało! Testowałem łódkę. Kapryśna i krnąbrna. Nie chce słuchać steru. Jak już złapie półwiatr z boku, budzi się bestia. Łapie lekki przechył i skacze po fali. Fale tu takie ładne i bryzgi spod dzioba na boki nawet do dwóch metrów. Wiatr z północnego zachodu gonił fale przez cały zalew na moje spotkanie. Takie kołysanie przypomina z dzieciństwa jazdę na koniku na biegunach, z tym, że tu jeszcze na boki kołysze. Przy tej długości fali łódka miękko wchodzi, tylko kołysze. Rzadko zdarza się tępe uderzenie dnem o wodę.  Dalej na środku wody fala mniejsza. Cały zalew płytki i sieci rybackie nawet na środku na żerdkach sobie stoją. Tor wodny czysty, a po bokach łachy zielska, które mocno spowalniają. Moje wystające miecze ostro orzą i nabierają zielska. Konieczne są dodatkowe zwroty, aby się od tego zielska uwolnić. Bardzo ładna duża woda i ciekawa ze swoimi polami sieciowymi do ominięcia. Jak drugiego brzegu nie widać, to prawie morze. Fale też prawie jak na morzu.

Wczoraj cyknąłem parę fotek i nie wiem, czy coś z nich będzie. Jedną ręką to nie obsługa na kołyszącej się łódce. Jak przeszedł kontenerowiec to na wodzie oprócz fal były górki i doliny. Fala na metr wysoka, dobrze, że grzbiety oddalone od siebie o 5-6 metrów. To jazda po takich muldach. Staniesz bokiem, to trzęsienie ziemi razem z tsunami. Obserwuję, i kiedy nadchodzi fala, a nie idzie nigdy szybko, stawiam łódkę dziobem i się kołyszę.

18. Zachód złońca nad zalewem

Tags: rejs

Category: Spis treści, Na wiatr

Komentarze (1)

Trackback URL | Comments RSS Feed

  1. Sławek says:

    Miło czytać opisy takich wypraw.

Zostaw komentarz

WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates