z Iławy do Krynicy Morskiej część 2

Jezioro Ruda Woda i jego odgałęzienie Bartężek kojarzy mi się z nieprawdopodobnym spokojem i minimalnym ruchem jachtów w pełni sezonu. To ostatnia okazja zakupu paliwa, ale kto korzysta z przewodnika Wojciecha Kuczkowskiego, powinien uważać. Aby zatankować, nie zawijamy do miasta, lecz cumujemy na końcu jeziora Ruda Woda, u wejścia do kanału. Jest tam po lewej stronie naturalny port, a stamtąd już tylko kilkaset metrów do stacji benzynowej. Powinniśmy tu przenocować, aby na szlak wyjść rano. Wtedy możemy liczyć, że wieczorem wejdziemy do Elbląga. Postój po drodze wypadnie nam w raczej trudnych warunkach.

Krótka śródlądowa droga wodna prowadząca ku północy – ku morzu – już w XVI w. była przedmiotem zainteresowania kupców. Wiele kłopotów nastręczało jednak pokonanie na odcinku 9,6 km różnicy poziomów 104 m.

Realny projekt rozwiązania tego problemu dał dopiero w 1825 r. Holender inż. J. Steenke. Po obniżeniu różnicy poziomów w jeziorach Bartężek i Ruda Woda pozostało do pokonania jeszcze 99,5 m różnicy poziomów. Rozwiązaniem zaproponowanym przez konstruktora był projekt pięciu pochylni, które statki pokonywały na specjalnie zaprojektowanych wozach, poruszających się na torach. Do napędu wykorzystano wodę, która spadając z wyższego poziomu, napędzała turbiny i przez układ kół i lin ciągnęła platformę do góry. Na tej samej linie druga platforma zjeżdżała w dół. Poruszanie się na platformach to niezapomniane przeżycie. No i ten zjazd o prawie 100 m w dół…

W przewodniku i materiałach reklamowych nie znalazłem niestety kilku ważnych informacji. Na szlaku kanału prowadzącego z Rudej Wody leży Jezioro Karnickie, którego poziom jest niższy niż lustro jeziora Ruda Woda. Ale i z tym sobie poradzono. Usypano przez jezioro nasyp, w którym puszczono kanał. Kiedy płyniemy kanałem, patrząc z deku jachtu, widzimy w dole taflę Jeziora Karnickiego.

Nie da się ukryć, że na widok pierwszej pochylni „Buczyniec” i jej konstrukcji szybciej  zabiło serce skipperowi BATIARA. Cumowanie, małe piwo dla uspokojenia i udaję się na zwiad. Obserwuję kilka kolejnych operacji wpływania na wozy, jak i schodzenia z nich. Zauważyłem, że na jednej z łodzi ludzie mają ze sobą dość grubą gałąź. Załogi siedzą na górnym podeście, trzymając jacht zacumowany na biegowo, cumą dziobową i rufową. W porządku – ruszamy i my. Wpływamy na platformę, wyłazimy na górę. Pomny widoku, biorę ze sobą bosak, bijemy w dzwon. Serce zamiera w oczekiwaniu na nieznane i nagle, w zupełnej ciszy platforma ruszyła. Jacht szarpnął się na cumach, ale za chwilę wyrównał swoją prędkość i sunie do przodu.

BATIAR to jacht balastowy, więc chcemy go oprzeć o konstrukcję platformy, aby się nie przewrócił. I tu zauważamy niebezpieczeństwo. Konstrukcja ma różne wystające części, na których opadający jacht może się „powiesić”. Ale siedząc na podeście dotykamy nogami kadłuba i możemy go odpychać od niebezpiecznych elementów, co czynimy, pomagając sobie bosakiem. Po chwili panujemy nad sytuacją i możemy zacząć się rozglądać. Wrażenia niesamowite, jacht jedzie na platformie, pod nami korony drzew, dachy domostw i ta niesamowita cisza. Kilkaset metrów podróży i platforma wjeżdża do wody 20 m niżej. Jacht unosi się na wodzie, oddajemy cumy, odpalamy silnik i powoli wypływamy na następny odcinek kanału. Nie do końca wiemy, co się z nami działo, ale już raźniej patrzymy na dalszy ciąg przygody.

Fot. Aleksander Danielewicz, Zbigniew Klimczak

Tags: szlaki żeglarskie

Category: Spis treści, Na wiatr

Komentarze (0)

Trackback URL | Comments RSS Feed

Brak komentarzy.

Zostaw komentarz

WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates