…z gatunku “dzielne”

| 17/11/2002 | 2 Komentarzy

Autor: Stefan Ekner 

Prostokreślne przekroje, prosta lekko odchylona od pionu stewa dziobowa, nawis rufowy, charakterystyczna długa i płytka, częściowo zrównoważona dynamicznie płetwa sterowa – to tradycyjna amerykańska łódź rybacka, zwana Sharpi. Kadłuby typu Sharpi pojawiły się w Ameryce około 1848 roku. Przekroje poprzeczne w kształcie trapezu (kadłuby płaskodenne) około 1863 roku zaczęły przybierać kształt pięciokąta. Te smukłe mieczówki budowano z desek. Jako doskonałe narzędzie pracy, stały się nieodłącznym elementem krajobrazu amerykańskiego wybrzeża na przełomie wieków. Sharpi osiągały dość pokaźne rozmiary 9-12 metrów. Były taklowane jako ket lub ket-kecz z ożaglowaniem trójkątnym lub czworokątnym. Kadłuby wykorzystywano także do budowy jednostek motorowych.

W roku 1902 amerykański konstruktor Charls Mover zaprojektował skośnodenny jol o wdzięcznej nazwie Sea Bird. W przeciwieństwie do płytkich rybackich Sharpi konstrukcja Movera ma mocniej wygiętą w łuk stępkę i wewnętrzny balast. Jednostka mierzyła 7,78 m długości i 2,48 m szerokości, miała 1,06 m zanurzenia i 37 metrów żagla. Na takim właśnie jachcie amerykański dziennikarz-marynista Thomas Fleming Day z dwuosobową załogą (Thurber i Goodvin), w roku 1911 przepłynęli Atlantyk z zachodu na wschód. Trasa wiodła z New Rochelle przez Azory do Gibraltaru. Co ciekawe, jacht ten był wyposażony był w trzykonny silnik pomocniczy marki Knox (sic!). Silnik zużywał ponoć 1 litra benzyny na godzinę. Na wyprawę zabrano 36 litrów.

Tom Dey publikuje w wielu periodykach rysunki Sea Birda, dowodząc, że pływanie małymi jednostkami po oceanach jest bezpieczne, pod warunkiem odpowiedniego przygotowania tak załogi, jak i łodzi. W roku 1912 John Voss i jego dwaj towarzysze podróży, właśnie na jachcie typu Sea Bird o nazwie SEA QUEEN, przetrwali tajfun nieopodal Japonii. Sponiewierany przez żywioł jacht traci maszty. Posztukowany grotmaszt pozwala jednak podnieść żagiel i dotrzeć szczęśliwie do Jokohamy. W listopadzie roku 1921, z Los Angeles na jachcie ISLANDER wypływa w rejs dookoła świata Harry Pidgeon. Jest on drugim żeglarzem (pierwszy był Joshua Slocum – 25 lat wcześniej) na świecie, który samotnie opłynął glob. Rejs zakończył 31 października 1925 roku. ISLANDER to także jacht typu Sea Bird (Pidegon znalazłszy rysunki łodzi w jednej z publikacji T. Dey’a, powiększył jednostkę proporcjonalnie o około 30%). Kadłub ma 10,5 m długości, 3,2 m szerokości i 1,5 m zanurzenia i może nieść 58 m2 żagla. W siedem lat później Harry Pidgeon na swoim ISLANDERZE jeszcze raz opływa świat. Trzy lata przed śmiercią, w roku 1951, żeglarz buduje kolejnego Sea Birda (tym razem w naturalnej skali). Jacht nosi nazwę LAKEMBA. Zamierza wyruszyć na nim w kolejną podróż…

Wodoodporna sklejka, która po II wojnie światowej stała się powszechnie stosowanym materiałem budowlanym, spowodowała lawinowy rozwój konstrukcji o poszyciu prostokreślnym. W roku 1959, u angielskiego konstruktora Philipa Gooda, członek Slocum Society, Henrri La Borde zamawia projekt jednostki zdolnej do włóczęgi na oceanicznych szlakach, o konstrukcji umożliwiającej amatorską budowę z drewna sosnowego. Powstaje kecz HUMMING BIRD (dł. 8 m, szer. 2,75 m, zan. 1,2 m, pow. żagl. 30-40 m2) Konstrukcja ta jest w istocie ewolucją Sea Birda. Angielski projekt, mimo że narodził się później, ma nieco bardziej archaiczną, cięższą sylwetkę niż np. ISLANDER – głębsze “V” dna, klasyczny zarys płetwy kilowej, zewnętrzny balast, brak nawisu rufowego, łyżkowy dziób, krótki wysuwany bukszpryt.

W HUMMING BIRDZIE zwraca uwagę proste, acz funkcjonalne wnętrze. Z małego kokpitu przez przesuniętą ku lewej burcie zejściówką wchodzi się do “przedsionka”. Jest tu kącik nawigacyjny, kuchnia z kredensem i szafa na sztormiaki. W grodzi oddzielającej to pomieszczenie od śródokręcia umieszczono zbiornik na wodę pitną; pod nią zaś, w zęzie, znalazło się miejsce na komorę łańcucha kotwicznego (łańcuch biegnie do dziobu w elastycznej rurze). Pozwoliło to skupić elementy o znacznej masie blisko środka ciężkości, co znakomicie poprawia zachowanie się jachtu na fali. W kabinie sypialnej są dwie koje, przy kolumnie masztu – piecyk opalany węglem lub drewnem. Jest tu sucho, ciepło i przytulnie. Kubryk to obszerny magazyn bosmański i żagielkoja.

Nie wszystkim podoba się kanciasta bryła kadłuba o poszyciu z płaszczyzn rozwijalnych. Jednak koncepcja dwumasztowej skośnodennej jednostki o zwartej bryle kadłuba z niską pokładówką i dwumasztowym osprzętem znakomicie sprawdziła się w oceanicznej żegludze. Nie jest to oczywiście jedyna droga. Znalezienie recepty na prosty w budowie, tani w eksploatacji i dzielny na oceanie jacht jest jak szukanie kamienia filozoficznego.

rys. Stefan Ekner

Tags: Harry Pidgeon, John Voss, Sea Bird, Slocum Society, jachty drewniane, jachty z drewna, jacty

Category: Spis treści, Technika

Komentarze (2)

Trackback URL | Comments RSS Feed

  1. filip says:

    ciekawy artykuł ale strasznie krótki…

  2. Ryś says:

    Z ciekawostek – bliźniak ‘Islandera’ Pidgeona, jeszcze przedwojenny, pływa sobie koło Hiszpanii i wciąż dobrze się ma.

Zostaw komentarz

WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates