ulepszanie proa… częśc 1

| 20/10/2003 | 0 Komentarzy

… czyli elektroniczna aparatura do gaszenia świec

Autor: Tomasz Łukawski

Proa robi się modne, także na łamach Port21.pl i bardzo mnie to cieszy. Chciałbym dorzucić swoje trzy grosze o moim doświadczeniu, zdobytym na proa,  zbudowanym w celu porównania różnych typów żagli europejskich i egzotycznych. Obiektywnie rzecz biorąc, nie odkryłem niczego nowego. Eksperymenty potwierdziły wyniki badań prof. Marchaja i wyjątkowość żagla typu kleszcze kraba. Jego zalety nie ograniczają się do produkcji większej siły ciągu – nisko położony środek ożaglowania i krótki maszt wpływają korzystnie na stateczność. Redukowanie siły przechylającej przez wybrzuszanie żagla jest bardzo proste i skuteczne. Dodatkowa, pozioma oś obrotu (górna antena) pozwala na uzyskanie nieznanej żaglom europejskim siły nośnej. Żagiel kleszcze kraba jest bardziej tolerancyjny – nawet mocno przebrany zachowuje swój potencjał. Tego typu żagiel powinien być płaski jak prześcieradło – jego uszycie nie wymaga żadnych umiejętności żaglomistrzowskich, jest więc żaglem bardzo tanim.

Tak fenomenalny żagiel zasługuje na fenomenalną łódź – oczywiście proa! “Półtora” kadłuba jest układem optymalnym: w porównaniu z proa katamaran ma zawsze jeden kadłub zbyt duży, a trimaran o jeden kadłub zbyt dużo – proa ma mniejszą powierzchnię zmoczoną i ciężar, będzie więc szybszy i tańszy. Słabszą stroną proa z żaglem kleszcze kraba są zwroty (wekslowanie) zwane cavu (patrz art. “Brasowanie na proa”).

Cavu jest istotnie bardzo malownicze, jednak polinezyjczycy uprościli je perfekcyjnie. Przechylenie masztu nie wymaga większego wysiłku, żagiel obraca się sam – wystarczy przełożyć linę i wybrać. Nikt nie taszczył steru ze starej rufy na nową, ster (zwykle wiosło) przywiązany do środka łodzi na lince równej połowie jej długości spuszczano do wody. Po zmianie kierunku ruchu łodzi ster pojawiał się sam akurat tam gdzie trzeba, wystarczyło unieść jego górną część i włożyć w coś w rodzaju dulki. W rezultacie wekslowanie na dużych proa było prostszym manewrem niż zwroty na żaglowcach rejowych podobnej wielkości. Wekslowanie na proa małych nie było trudniejsze – a na pewno mniej stresujące – od np. zwrotu ze spinakerem.

Problem wekslowania nie polega więc ani na złożoności, ani na manipulacji, ani na pracy i wysiłku fizycznym – problemem wekslowania jest miejsce.
Miejsce jako przestrzeń konieczna do wyostrzenia (lub odpadnięcia) do półwiatru i wytracenia szybkości (plus kilka metrów na dryf…) i miejsce jako punkt, wybrany do zwrotu, po którym chcemy dopłynąć do celu. Jest to wyłącznie nasz problem – Polinezyjczycy nie znali portów i nie musieli kombinować jak tu podejść do jedynego wolnego skrawka pomostu (i to na oczach gapiów!), pływanie w tłoku bywało rzadkie, a mądrale łapiący nas na prawym jeszcze rzadsi.

 

Możemy oczywiście zadowolić się akwenem mało uczęszczanym gdzie plaż w bród i zrezygnować z portowych uroków – będzie to jednak drastyczne ograniczenie swobody osobistej i pogodzenie się z faktem, że mamy niepełnosprawny jacht. Nic więc dziwnego, że na całym cywilizowanym świecie nie ustają  próby przyuczenia proa do zachowania odpowiadającego naszym potrzebom i przyzwyczajeniom.

 

 

 

 

fot. arch. Tomasza Łukawskiego

Tags: kleszcze kraba, proa, Tomasz Łukawski

Category: Spis treści, Technika

Komentarze (0)

Trackback URL | Comments RSS Feed

Brak komentarzy.

Zostaw komentarz

WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates