ulepszanie proa… część 3

| 21/11/2003 | 0 Komentarzy

… czyli elektroniczna aparatura do gaszenia świec

Autor: Tomasz Łukawski

Rezygnujemy tak łatwo z żagla kleszcze kraba i jego dobrodziejstw, dlaczego nie zrezygnować z kłopotliwego „cavu”? Wszędzie tam, gdzie zwrotność była równie ważna jak prędkość, budowano z powodzeniem proa monodromowe, które w odróżnieniu do proa amfidromowych, wykonywały zwroty tak samo jak nasze żaglówki. Ich ożaglowanie jest bardzo podobne do XIX-wiecznych, gaflowych ketów, keczy i szkunerów (do których możemy bezkarnie dodać nasze zacne foki i kliwry) i miało bez wątpienia podobną (jeśli nie lepszą) sprawność.

Oczywiście technika żeglowania jest nieco inna: na jednym halsie pływak pełni funkcję przeciwwagi, na drugim – podpórki. Nadmiernemu oporowi zbyt głęboko wciśniętego w wodę pływaka możemy przeciwdziałać, balastując na stałej platformie na drugiej burcie. Na Pacyfiku taka platforma była zwykle (również na proa amfidromowych) podłogą mieszkalnych chat i szałasów – kadłuby służyły do wszystkiego z wyjątkiem mieszkania.

Może to być także bardziej lub mniej ruchoma deska balastowa albo komora wypornościowa „w razie jakby co”, w której możemy umieścić lżejszą część naszego dobytku i którą łatwo przedłużać ruchomym elementem, zwiększającym długość ramienia momentu prostującego. Ożaglowania rozprzowego ani żerdzi balastowej (foto) raczej nie polecam, chociaż tak na Pacyfiku wyglądała „skala Beaufort’a”: jeden człowiek na żerdzi, dwóch ludzi, pięciu… Żegluga z pływakiem lekko muskającym wodę jest bardzo ekscytującą zabawą. Otrzymamy oryginalny, piękny, szybki i sprawny jacht. Będzie autentyczny, technicznie spójny i konsekwentny.

Możliwości ożaglowania będą logicznie korespondowały z możliwościami kadłuba – po co smukłe żagle, skoro wielokadłubowce nie mogą żeglować zbyt ostro? Nadrobimy pełniejszy kurs szybkością i odkujemy się z nawiązką na kursach od ostrej połówki do pełnego.Tak się akurat składa, że żagle gaflowe (więc i gaflopodobne) są lepsze od bermudzkich na wszystkich kursach z wyjątkiem bajdewindu. Po co marnować potencjał proa, napędzając je byle czym? Zwrotność będzie mniej więcej taka sama jak na przeciętnym katamaranie, „mieszkalność” – trochę gorsza. Jeśli nie bawi nas żeglowanie „jabłomnikiem”, to niestety inaczej być nie może.

 

 

 

Ilustracje pochodzą z archiwum autora (Trimarans – G.Basseporte, E.Gaucher) 

Tags: kleszcze kraba Tomasz Łukawski, proa

Category: Spis treści, Technika

Komentarze (0)

Trackback URL | Comments RSS Feed

Brak komentarzy.

Zostaw komentarz

WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates