Słonką Wartą i Odrą część 8

| 11/11/2012 | 1 Komentarz

Autor: Piotr Jedroszkowiak

Dzień ósmy, 19 lipiec 2009 – Warta

Obudziłem się wcześnie. Pogoda nie zachęcała do wyjścia ze śpiwora. Niebo ciemne od chmur. Wiatr znów zachodni. Zrobiłem śniadanie. Część chleba, pomidorów i sera musiałem wyrzucić, gdyż zaczęły pleśnieć. Wypiłem herbatę i zacząłem się szykować do ostatniego odcinka Warty.

Poranek nie przyniósł poprawy pogody

 

Dziś rzeka nie była zbyt przyjazna

Wiał silny wiatr i musiałem cały czas halsować. Wiedziałem jednak, że każdy hals przybliża mnie do celu. Wczoraj jak płynąłem w deszczu, to po minięciu tabliczki kilometrowej „36”, dla zabicia czasu i poprawy samopoczucia po mijaniu następnych kilometrów, które symbolizowały ilość lat mojego życia myślałem co w danym roku robiłem i co było ważne. Dziś kontynuowałem te rozmyślania.

Bydło mięsne jest wszędzie….

Były chwile, że słońce przebijało przez chmury. Im bliżej byłem Kostrzynia, tym więcej wędkarzy było na brzegach i na wodzie. Ruch na wodzie był duży i cały czas musiałem uważać, żeby trzymać bezpieczny dystans od łodzi i pontonów. Oczywiście było tak, że kiedy wędkarz skręcał blisko mnie, to wiatr zdychał i musiałem chwytać za pagaj. W końcu zobaczyłem mosty w Kostrzynie.

Pierwszy spotkany na Warcie jaccht, który płynął na żaglach

Pogoda się zmienia…

Mosty w Kostrzyniu

Ucieszyłem się, że cel osiągnąłem i odcinek warciański przepłynąłem. Znów minął mnie jacht. Tym razem płynący pod żaglami i na silniku. Położyłem maszt i przygotowałem się do przepłynięcia pod mostem. Musiałem się trzymać lewej strony rzeki, gdyż po tej stronie znajdowała się zatoczka i przystań żeglarska „Delfin”. Bałem się, że prąd będzie zbyt silny i nie przebije się na spokojne wody zatoczki. Pagajowałem z całej siły kontrując sterem kurs i udało mi się wpłynąć do przystani, omijając po drodze mielizny. W zatoczce był spokój. Stało tu kilka motorówek i łodzi spacerowych. Wolno płynąłem szukając wolnego miejsca do przybicia. W końcu dobiłem do brzegu i  zacumowałem do olbrzymiej topoli. Brzeg dość wysoki. Keja była zajęta. Ogólnie miejsca bardzo mało. Uff! Udało się. Plan warciański zrealizowany. Klub przyjemnie usadowiony w zatoce rzeki na skraju miasta. Szefa przystani nie było i stałem za darmo. Przyszedł gość, który pomieszkiwał na przystani w przyczepie kempingowej i zaczęliśmy rozmawiać co i jak. Po chwili przyniósł mi chleba z szynką i sok. Głodny byłem i wchłonąłem chleb błyskawicznie. Dowiedziałem się, że Wojtek z córka wypłynęli z klubu 3 godziny temu. Szkoda, że się nie spotkaliśmy. Wyszło słońce i zrobiło się gorąco. Musiałem się trochę zorganizować. Pierwsze co zrobiłem, to kąpiel w butelce wody i zmiana rzeczy. Musiałem usunąć brud ostatnich dni. Po ablucji poczułem się od razu lepiej. Zrobiłem małe porządki na jachcie i myślałem jak spędzić resztę dnia w Kostrzyniu. Trochę się ogarnąłem i poszedłem zwiedzić Stary Kostrzyń. Po drodze mijałem sklepy, hotele, restauracje, gdzie dominującym językiem był język niemiecki. Stary Kostrzyń to morze ruin. Niektóre obiekty są odrestaurowane, inne wyczyszczone z gruzu i roślinności. Większość miasta jest jednak zarośnięta. Tylko brukowane chodniki są wykoszone. Trudno uwierzyć, że tętniące życiem miasto zostało zniszczone do fundamentów – no, ale kto mieczem wojuje od miecza ginie. Szedłem od Bastionu Filip, poprzez Bastion Brandenburgia, zamek, kościół farny do Bastionu Król i Bramy Berlińskiej.


Widok na Odrę z murów twierdzy

Patrzyłem na Odrę z murów miasta i poczułem niepokój;  Odra – prąd silniejszy, koryto szersze, wiatr przeciwny, a PASAT taki malutki. Warta wydała mi się bliższa i bezpieczniejsza. Niepewność potęgowała aura – znów napłynęły ciemne burzowe chmury i z robiło się szaro. Obejrzałem ekspozycję w Bramie berlińskiej i wróciłem na przystań. Po drodze zrobiłem zakupy.

Na zewnątrz burza, a ja sobie czytam, słucham i piję piwo

 

Odpoczywałem na jachcie, słuchając radia, czytając gazetę i pijąc piwo. Myślałem co robić dalej. „Alien” mobilizuje mnie by płynąć dalej. Biję się z myślami co robić. Na przystani nie ma slipu i trudno byłoby załadować jacht na przyczepę. Trochę podumałem i postanowiłem płynąć dalej. W międzyczasie przeszła burza i znów pojawiło się słońce. Poszedłem do sklepu uzupełnić zapasy. Spotkałem młodych punków, którzy przyjechali na przystanek Woodstock. Wieczór spędziłem z nimi pijąc wino i słuchając czym żyje dzisiejsza młodzież. Wracając na przystań błądziłem jak bezpański pies. Trochę wcięty byłem. W końcu trafiłem na łódź. O północy potulnie leżałem w śpiworze. Zasnąłem natychmiast.

 

 

Tags: rejs

Category: Spis treści, Na wiatr

Komentarze (1)

Trackback URL | Comments RSS Feed

  1. Keja1 says:

    Gratuluję wytrwałości 😉 pozdrawiam i ślę pozdrowienia dla Aliena, Jacka i tych, którzy Cię wspierali w pływaniu

Zostaw komentarz

WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates