Słonką Wartą i Odrą część 1

| 29/09/2012 | 2 Komentarzy

Autor: Piotr Jedroszkowiak

Rok 2000 nie był dal minie zbyt szczęśliwy – w maju miałem ciężki wypadek samochodowy i przez parę miesięcy byłem unieruchomiony. W ramach rehabilitacji, kolega zaproponował mi popływanie jego małym jachtem. Nie pływałem wcześniej na jachcie, więc z pewną dozą nieśmiałości zacząłem swoją przygodę z żeglarstwem. Pływanie na tyle mi się spodobało, że postanowiłem odkupić od kolegi tę łódkę i stać się prawdziwym armatorem. Była to Słonka – niegdyś bardzo popularna klasa w Polsce – została zaprojektowana w 1931 roku przez Williama Grosby’ego. W chwili obecnej najwięcej Słonek pływa po jeziorze Kierskim koło Poznania. Łódka, której stałem się szczęśliwym posiadaczem została zbudowana 50 lat temu. Była lekko zmodyfikowana – miała dobudowaną kabinkę, która dawała schronienie przed deszczem. Wiele czasu spędziłem na rewitalizacji jachtu. Oczywiście zajęło mi to dużo więcej pracy niż planowałem. Z zakupionej Słonki, oryginalna została tylko dziobnica… Pływanie samodzielnie wyremontowaną żaglówką, to czysta przyjemność!

Maj 2000. Początek rewitalizacji Słonki PASAT

Maj 2000. Początek rewitalizacji Słonki PASAT

Czytając książkę Stanisława Mioduszewskiego pt. „Jachtem przez dżunglę Nigerii”, w której autor opowiada o swych przygodach na Słonce o imieniu MIGDAŁ, oczyma wyobraźni widziałem siebie jak płynę rzekami na swojej łódce. Oczywiście musiałem mierzyć siły na zamiary i wybór padł na Wartę. Pierwsze podejście miało miejsce w 2008 roku, jednak z uwagi na bardzo niski stan wody nie mogłem nawet zwodować łódki. W okolicach Śremu woda w rzece tak bardzo opadła, iż wszystkie dostępne zjazdy były zbyt oddalone od wody. Poddałem się, obiecując w duchu, że w następnym roku to już nie odpuszczę…

Dzień pierwszy 12 lipiec 2009 – Warta

Wczoraj nie zdążyliśmy przygotować PASATA na dzisiejsze wodowanie. Zbyt wiele robót było do zrobienia. Do północy robiliśmy mocowanie do sinika. Kiedy wywierciliśmy otwory w pawęży i okazało się, że są krzywe zarządziłem koniec robót. I tak po ciemku niewiele się zrobi. Przygotowałem sobie wszystkie rzeczy do wzięcia i urosła mała góra, którą nie wiedziałem jak upakuję w PASACIE. Szczególnie, że zwykle potrzebna “na teraz” rzecz jest schowana gdzieś z przodu forpiku, a nie wszystkie rzeczy mogą być pod ręką. Rano chciałem wstać o 06 00, ale, że położyłem się spać o 02 00 to nie udało się. W planie miałem dojechanie do Kościana rowerem. Z osiedla wyjeżdżałem po 07 00. Byłoby dobrze, gdyby nie padało, ale oczywiście padało i to od samego wyjazdu z Poznania. Przed Czempiniem chmury się rozwiały i wyszło słońce. Poczułem zmęczenie. W sumie na Kurzej byłem o 10 30 pokonując 55 km. Rower zostawiłem w pokoju. Zrobiłem kawę i czekając aż ostygnie przemyślałem plan pakowania jachtu na daleką drogę. Cały dzień walczyliśmy z Salutem, ale cały czas ciekł gaźnik i nie mogliśmy sobie z tym poradzić. Pogoda się poprawiła i wyszło słońce. PASAT był załadowany na przyczepkę, zapakowany sprzętem i gotowy do drogi.

PASAT gotowy do drogi

PASAT gotowy do drogi

Tylko silnik uparł się, że nie będzie działał. W końcu daliśmy za wygraną i pojechaliśmy do Jaszkowa z niesprawnym silnikiem. Na miejscu byliśmy o 18 30. Od razu było widać, że wody w Warcie jest dużo więcej niż rok temu. Różnica wynosiła jakieś 1,2-1,3 m. Wodowanie PASATA odbyło się bez żadnych problemów. W sumie sam spłynął z przyczepki do wody. Pierwszy etap się zakończył.

Zakładanie bomu

Zakładanie bomu

Pozostało postawienie masztu, zamocowanie bomu, miecza i steru oraz załadowanie niezbędnym sprzętem i prowiantem. Prąd rzeki był dość silny, na tyle silny, że gdy próbowałem przestawić łódkę w inne miejsce przy pomoście to od razu porwał mnie i skierował na osadzony na brzegu żaglowiec. Moje bezradne machanie wiosłem nie przyniosło żadnego skutku. Dobrze, że przy pomoście zacumowana była motorówka, która ściągnęła mnie z powrotem do pomostu. Pierwszy kontakt z nurtem zaliczyłem. Wszystkie przygotowania jachtu zajęły nam czas do 19 30. Pożegnałem się z Jackiem i przed 20 00 oddałem cumy. Podróż się zaczęła.

Pierwsze chwile na wodzie

Pierwsze chwile na wodzie

Odwrotu już nie ma. W końcu ten moment nastąpił. Na te refleksje jednak nie miałem teraz czasu. W tej chwili głównym moim zajęciem było trzymanie się środka koryta i korygowanie wiosłem kursu łódki, żeby zawsze dziób był równo z nurtem. Płynąłem pod grotem, ale wiatru już prawie nie było – jacht niósł nurt rzeki. Wody dużo. Widać po brzegach i zatopionej roślinności, że w krótkim czasie poziom rzeki podniósł się. Chwila nieuwagi wystarczała, by kadłub ustawił się bokiem do nurtu – i łódka stawała się bezwładna jak kawałek drewna. Wiele machnięć pagajem wymagało skorygowanie kursu. Kiedy opuściłem Jaszkowo otoczyła mnie dzika przyroda. Gdyby nie wszędobylscy wędkarze czułbym się jak w dżungli. To trochę dziwne uczucie – kiedy jestem na wodzie część spraw, które zaprzątały mi głowę zostały na lądzie. Z wody patrzę na świat z innej perspektywy – i oto chyba w tym wszystkim chodzi. W tej chwili stałem się cząstką Natury. A natura otaczała mnie zewsząd. Tyle ptaków, bobrów, wydr nie widziałem siedząc na brzegu, no ale teraz jest inny punkt odniesienia- wtedy woda była w ruchu, a teraz wydaje się, że woda stoi w miejscu a brzegi się przesuwają. Bezszelestnie posuwam się naprzód i swoją obecnością zaskoczyłem wielu wędkarzy. Szkoda, że krajkowskie polany z wiekowymi dębami opanowała pijana młodzież, która katowała uszy głośnym techno. Straszny kontrast- tu dzika natura, a tu wyjąca muzyka. Słyszałem ją przez jakieś 3 km. W końcu zaczęło szarzeć i zacząłem szukać schronienia na noc. W końcu zobaczyłem przyjemną zatoczkę za ostrogą i wiosłując z całej siły przebijałem się przez prąd próbując do niej wpłynąć. Bałem się, że prąd mnie zniesie, ale udało się. Żeglowanie po wodzie płynącej jest całkiem inne jak po jeziorach. Trudno wrócić do miejsca, które się spodobało, a z jakieś przyczyny się je minęło. Generalnie jest tylko jedna szansa na osiągnięcie celu.

Widok na rzekę z pokładu PASATA

 

Dzisiaj przepłynąłem przeszło 8 km (od 19 40 do 21 40). Tempa nie miałem zawrotnego. Bałem się trochę tych pierwszych chwil. Uczę się rzeki. Na razie jestem w „pierwszej klasie” i robię dużo błędów. Potrzeba czasu, abym zrozumiał i poczuł rzekę. Steru nie używałem, bo i tak nie spełniał swojej funkcji, gdy jacht płynie z ta samą prędkością co nurt. Zablokowałem rumpel gumą i sterowałem wiosłem. Grot łapał resztki wiatru (niestety w mordę).

Jutro mosty. Zobaczymy jak pójdzie. Zmęczony już trochę jestem. Znów śpię w PASACIE po 3 latach abstynencji. W końcu po 4 latach przemyśleń i planowań realizuję projekt „Warta”. Zobaczymy jak będzie. Dzisiaj płynąłem głównie klęcząc, czyli wędruję modląc się i pokutując za grzechy jednocześnie. Prawe kolano trochę boli. Zmieniałem pozycję, ale i tak boli. Musi się przyzwyczaić. Bardzo mało miejsca jest w PASACIE. Na początku trochę się przestraszyłem, kiedy zobaczyłem wodę pod podłogami w kabinie. Mam nadzieję, że kadłub nie cieknie, tylko przy zakładaniu miecza i przechyleniu łódki trochę się przelało przez falszburtę. Wybrałem wodę – nie widać, żeby napływała. Miecz trochę nie pasował i musiałem młotkiem nieco dostosować szyny mocujące. Pewnie wkręty trochę wyrwałem i stępka będzie piła wodę. Słucham radia i piję herbatę. Jest przed północą. Zaraz się kładę spać. Zobaczymy jak się będzie spało. Komarów dużo. W kabinie gorąco choć suwklapę mam uchyloną. Skrapla się woda na suficie i oknach. Wszystko jest wilgotne. Na brzegach zauważyłem mnóstwo wędkarzy. Łowią, biwakują i się bawią. Kiedy zgasiłem światło rzeka ożyła. Słyszę jak parę metrów ode mnie na ostrodze wydra pożera rybę i specyficznie mlaska przegryzając kęsy. Dobrze się leży na materacu. Jest tak ciepło, że śpiwór jest niepotrzebny. Tylko te komary… Ich brzęk jest wszędzie. Pierwszy, krótki dzień eskapady minął. Powiedziałem „A”, teraz pozostała reszta alfabetu…

Wieczorny spokój. Pora szukać miejsce na nocleg

Wieczorny spokój. Pora szukać miejsce na nocleg

Tags: rejs

Category: Spis treści, Na wiatr

Komentarze (2)

Trackback URL | Comments RSS Feed

  1. Jarek says:

    Fajnie się zaczęło, czekam na więcej.
    Pozdraiwam

  2. Slawo says:

    pozdrowienia z pokladu “Jeni”(3),

    Slawek i Asia

Zostaw komentarz

WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates