Ramblerów regaty sentymentalne

| 23/10/2003 | 1 Komentarz

Autor: Anna Ozaist-Przybyła

W ciągu kilku lat pływania na Mazurach doliczyłam się ponad dwudziestu Ramblerów na wodzie. W tym roku na VII Zlocie Ramblerów “Sajmon 2003” pojawiło się ich jednak szczególnie mało, tak iż w nadziei na dotarcie kolejnych zapowiedzianych jednostek przesunięto termin startu regat. Być może była to wina niesprzyjającej pogody, może braku czasu właścicieli, czy konieczności czarterowania jachtu w tym akurat terminie (na remonty trzeba zarobić…).

W piątkowy wieczór, który był początkiem zlotu w Aniacie, cumowały jedynie SAJMON, LUBA i WETERAN. Zresztą wszystkie załogi z dziećmi w wieku od kilku miesięcy do kilku lat. Ponieważ dzieci trzeba było położyć spać, więc ustalono, że zrezygnujemy z wieczornicy żeglarskiej w nadziei, że wyspane dzieci wytrzymają dłużej następnego wieczoru i umożliwią choćby częściowy udział rodziców w tradycyjnym ognisku. Drugiego dnia dotarł w końcu na świeżo pocerowanych żaglach POGANIN oraz Silhouetta KRAB  i DAJANA (Alfa). A trzeba zaznaczyć, że na poprzednich zlotach przewinęło się też już co najmniej 11 Ramblerów i wszyscy zarzekali się, że z chęcią wrócą w kolejnym roku.

Na kei rozłożone bagaże – na jednym z Ramblerów trwa wymiana załogi. Para kończąca tygodniowy rejs z wyrzutem w oczach pokazuje właścicielowi stojącą obok luksusowo wyposażoną mydelniczkę (a może to nie luksus – może to już standard) – w kolejnym sezonie oni jednak wolą taki jacht. Po chwili, gdy bagaże zniknęły do tego samego  przygotowującego się teraz do regat Ramblerka podchodzi starszy pan i rzuca zdanie, które właściciel słyszał już kilkakrotnie z różnych ust: “Ja to mam taki wielki sentyment do Ramblerów…” I zaczyna rozwodzić się nad zaletami jachtu, szczegółami konstrukcji, załatwianiem w dawnych czasach pływania na Ramblerze, na temat pierwszych egzemplarzy na polskich wodach; że pochodziły z Norwegii (no proszę, o tym właściciel nie wiedział!), o przygodach na Śniardwach… Wokół rośnie kółko słuchaczy – załóg innych Ramblerów, ktoś wreszcie pyta – no a czym pan teraz przypłynął? – A ja to teraz pływam na tym – mężczyzna pokazuje wspomnianą “mydelniczkę” z mieszaniną dumy i jednocześnie jakby żalu za zamkniętym czarownym światem młodzieńczych lat. Pragnienie powrotu do czasu młodości mogłoby tłumaczyć, czemu na takich jednostkach pływają żeglarze z na prawdę długą metryką, ale spośród sześciu drewnianych jednostek przybyłych na zlot (w tym wspomniane Alfa i Silhouette) była zaledwie jedna bardziej wiekowa załoga. To skąd w takim razie te młode małżeństwa na Ramblerach?

Może dlatego, że dopiero pływając bez pomocy “patentów”, gdy maszt kładzie się siłą własnych rąk i pleców, a żagle stawia ze śródokręcia, a nie kokpitu, gdy słychać skrzypienie wręg i poszycia, bo drewniany kadłub pracuje na fali, zaś woda za burtą jest tak blisko, że można sięgnąć ręką – dopiero wtedy czuje się w pełni smak tej przygody, której na imię żeglarstwo. A może też trochę dlatego, że cena Ramblera była zdecydowanie bliższa młodzieńczej kieszeni, a młodzieńcza naiwność pozwalała nie widzieć ogromu prac, jaka powinna być co roku wykonana przy drewnianym jachcie, zaś młodzieńczy zapał pozwalał choć część tych prac co roku wykonać. A może też dlatego, że tak wiele spotkanych osób traktowało nas podczas naszych rejsów na Ramblerze jakoś inaczej – chętniej pomagając, ciepło wyrażając się o jachcie, gratulując zapału i nawet jakby… No właśnie – jakby zazdroszcząc.

Zlot Ramblerów w Aniacie jest doskonałym przykładem tej szczególnej atmosfery, jaka towarzyszy pływaniu na starych, drewnianych jednostkach, a Ramblerach w szczególności. Oto choćby kwestia czy w ogóle startować – pogoda jest zmienna, silny wiatr, dwie załogi nieopływane, jedna składająca się z ojca i dwójki mocno małoletnich dzieci – ale wszyscy mimo wątpliwości organizatorów z entuzjazmem domagają się, aby regaty się odbyły – bo to przecież tradycja, bo niestraszne nam burze, bo wreszcie można poczuć dreszczyk emocji w rywalizacji z równymi sobie. Oto prawdziwa determinacja przy starcie – plastikowy jacht, towarzysko biorący udział w regatach dostaje bukszprytem w bok (delikatnie), bo nie ustąpił drogi prawemu halsowi, oto radość z pływania, którą widać było gołym okiem podczas powrotu z mety w Kietlicach do Aniaty – większość Ramblerków wybrała trudniejszą trasę, aby móc sobie powalczyć z przeciwnym wiatrem, przy okazji niektórzy namiętnie i z poświęceniem ćwiczyli balastowanie i inne manewry. Oto wzajemne odwiedziny na zaprzyjaźnionych pokładach – w celach nie tylko towarzyskich, ale i szkoleniowo-historycznych – jak też u nich to rozwiązano, w jaki sposób wykończono danego Ramblera, czy można dojść, który szkutnik go budował? Oto snute przy każdej okazji opowieści o osiągnięciach jachtu, o przygodach, o remontach czy o miejscu, gdzie można kupić mosiężne śruby (ale nie mosiądzowane). Oto ognisko z tradycyjną, najlepszą na świecie sielawą, no a potem śpiewy, opowieści, opowieści i śpiewy i znów coraz barwniejsze opowieści. Owszem, ważne jest, kto zajął które miejsce, ale na pewno nie najważniejsze (zresztą nawet osiągów tych czterech Ramblerów nie dało się do końca porównać – gdyż każdy był jednak nieco inaczej skonstruowany), bo najważniejsze było po prostu tam być.

Więc może mają rację organizatorzy, utworzywszy w tym roku Urząd d/s Rambleryzacji Kraju, który na początek działalności wydał Certyfikaty poświadczające udział w VII już Zlocie Ramblerów – rambleryzacja kraju jest bardzo potrzebna, bo żeby pływać na Ramblerze (i oczywiście innych starociach) potrzeba trochę fantazji, trochę odwagi, może czasem samozaparcia, na pewno sentymentu i przede wszystkim młodzieńczej duszy – a jakiż smak ma życie, gdy dusza się zestarzeje?

fot. arch. autorki

Tags: Rambler, jachty drewniane, jachty z drewna, mały jacht kabinowy

Category: Spis treści, Na wiatr

Komentarze (1)

Trackback URL | Comments RSS Feed

  1. kaja says:

    Aach, miło było poczytać o tym zlocie! Wtedy jako jeszcze mała dziewczynka, razem z tatą i bratem brałam udział w tych regatach.
    Tata zaszczepił mi bakcyla. Pierwsze lata na wodzie spędziłam na wspomnianej tu Lubej, drewnianym, pięknym ramblerze. Stopy wody!

Zostaw komentarz

WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates