Operacja Starlight część 2

| 14/05/2012 | 0 Komentarzy

Autor: Tomasz Robakowski

Rozgrzewka

Po dwuletniej przerwie w budowie, konieczna była inwentaryzacja aktualnego stanu prac, przewertowanie notatek, przejrzenie materiałów, odkurzenie szablonów. Przypomnienie sobie ogólnej koncepcji. No i konieczne było przygotowanie garażu na potrzeby szkutnictwa przydomowego. Na początek, by zapewnić sobie minimum “komunikacji” dookoła kadłuba, wywaliłem na podjazd wszystko o co mogłem się potknąć i wszystko, co uniemożliwiałoby wstawienie helingu. Z racji tego, że garaż ma nieco ponad pięć metrów długości, obawiałem się czy uda mi się spełnić założenia. Udało się, jednak – rowery i motocykl zamieszkały na podjeździe, pod plandeką.

Na rozgrzewkę zabrałem się za klejenie dźwigara masztowego. W Starlighcie są dwa dźwigary łączące pływaki – masztowy i rufowy. Żeby było ciekawiej, dźwigary zacząłem budować przed “gorączką rowerową”. Rozpoczęcie polegało na przygotowaniu poszczególnych elementów, sklejenie na odpowiednią długość i grubość desek, które miały stanowić główną belkę dźwigara i odstawienie tego do kąta… Na dwa lata… Dźwigary maja budowę skrzynkową, technologicznie są budowane jak skrzydła szybowca. Obawiam się, że przygotowane elementy stały za blisko dokumentacji, w której była wzmianka o lotniczych konotacjach, ponieważ po dwóch latach oczekiwań główna belka dźwigara skręciła się jak śmigło. Jak to bywa w takich nieprzewidzianych sytuacjach, pierwsza reakcja to walnięcię się otwartą dłonią w czoło i odwołanie się do przedstawicielek starej jak świat profesji (u mnie działa niczym zaklęcie na uśpione szare komórki). Skręt był niewielki, ledwo kilka stopni (oczywiście “na oko”), a belka dosyć gruba (35mm). Pobudzone do myślenia szare komórki poradziły zadzwonić do Stefana. Akurat był w zasięgu i odebrał – to był pierwszy telefon po dwóch latach. Rada Stefana była jak zwykle budująca i prosta : “Eee… Takie skręcenie… Dociągniesz śrubami i się odkręci”. Tak też uczyniłem, położyłem belkę na warsztacie, końce docisnąłem ściskami stolarskimi, belka się poddała, więc tragedię chwilowo odsunąłem na później. Na tak wyprostowaną belką nakleiłem wewnętrzne wręgi z otworami ulżeniowymi oraz boczne ścianki, a w zasadzie w odwrotnej kolejności. Pozostawiłem wszystko do wyschnięcia i o dziwo po zluzowaniu ścisków, wygląda jakby dźwigar zapomniał o swoich ciągotach do bycia śmigłem. Czyli, że się odkręcił.

Uradowany częściowym sukcesem, wstępnie przygotowany dźwigar odstawiłem w kąt garażu, ponieważ kolejnym etapem jest wewnętrzne zagruntowanie żywicą, a póki co (marzec 2012), jest jeszcze za zimno, a nie chcę przenosić laminowania do domu. Po ostatnim takim incydencie, musiałem odbijać terakotę w łazience, co się wybitnie nie spodobało mojej lubej.

Tags: budowa jachtu, jachty drewniane, jachty z drewna, katamaran

Category: Budowa jachtu, Porady, Spis treści

Komentarze (0)

Trackback URL | Comments RSS Feed

Brak komentarzy.

Zostaw komentarz

WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates