“marynizacja” beczek po oleju

| 15/11/2005 | 1 Komentarz

Jakub Jasiński

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że „pojazd” ten nie będzie brał udziału w konkursie „Pływanie na byle czym” odbywającym się na Kanale Augustowskim. Już w szkole podstawowej (chyba po przeczytaniu lektury Robinson Crusoe) chciałem zbudować tratwę z butelek plastikowych i przepłynąć nią Wisłę. Cel ten nie mógł być jednak zrealizowany z dwóch powodów. Po pierwsze butelki plastikowe były wtedy nowością w sklepach i regularnie odwiedzając wysypisko miejskie udało mi się w ciągu wakacji zebrać około 500 butelek (zdecydowanie za mało). Powód drugi – byłem za młody. Na pomysł wykorzystania beczek do budowy tratwy wpadłem dwa lata temu, i gdyby nie internet, nadal myślał bym, że jestem genialny. Jak się okazuje, podobnych jednostek pływających z wykorzystaniem beczek powstaje wiele – np. www.tratwa2004.republika.pl.

Stalowe beczki po oleju nie nadają się do budowy tratwy, która chce pływać a nie dryfować. Ponieważ moja tratwa została zbudowana do spływu Wisłą z Krakowa do Gdańska, głównym celem było więc stworzenie tratwy odpornej na uderzenia (jeżeli ktoś choć trochę zna Wisłę, wie ile można na niej spotkać przeszkód trudnych do ominięcia). Ludzie młodzi mają jednak coś takiego w sobie, że czasami nie wiedzą czego chcą tak naprawdę. Doszedłem do wniosku, że wiosłowanie jest ciekawe, ale tylko przez chwilę (moje dotychczasowe przygody z wodą ograniczają się do kajaka i nart wodnych). Wyjście tylko jedno: maksymalnie zmniejszyć opory w wodzie, postawić maszt i „zmarynizować” jakiś silnik.

Najwięcej bólu głowy i nie tylko, zawdzięczam problemowi zmniejszenia oporów hydrodynamicznych. Jak wiadomo, beczki posiadają liczne ranty i przetłoczenia. Ponieważ ilość energii, jaką one pochłaniają jest trudna do policzenia, pozostało mieć nadzieję że woda jest mniej oporna niż kobiety. Alternatywą miały być dwie łódki spawane z blachy, jednak cena blachy wydała mi się trochę za wysoka w porównaniu do beczek, które nie kosztują nic. Poza tym, jeżeli spływ miałby potrwać 2 dni dłużej, to chyba nic by się nie stało. W końcu dwa dni na wodzie dłużej, to dwa dni życia więcej.

Oto główne ograniczenia i problemy z jakimi zetknąłem się w trakcie budowy tratwy:

1. Całość musi się mieścić na przyczepce samochodowej 3 x 1,4 m i nie może zbytnio przekroczyć jej dopuszczalnej ładowności (czyli około 500kg ).

2. Iloczyn długości i szerokości tratwy nie może być większy niż 20 m2 (konflikt z prawem), jednocześnie musi być miejsce na 4 osobowy namiot. Przewidywana liczba załogi to 4-6 osób.

3. Powierzchnia żagli nie może zbytnio przekroczyć 10 m2
4. Tratwa nie może ulec wywróceniu ani zatopieniu nawet przy silnym wietrze.

5. Platforma o powierzchni 20 m2 nie może skrzypieć ani się odkształcać na tyle, aby nie wzbudzać lęku u pasażerów nie umiejących pływać.

6. Konstrukcja ma służyć przynajmniej przez kilka sezonów, a jej montaż lub demontaż nie może zająć więcej niż pół dnia pracy.

7. Koszt budowy (materiałów) musi być możliwie najmniejszy.

Zadanie projektowe na pierwszy rzut oka nie wydaje się trudne, gdyby nie punkt 7. Koszt budowy prawdopodobnie zamknie się w 1500 zł (taniej już się chyba nie da). Chciałem jeszcze dodać, że nie interesuje mnie wieloletnia praca w garażu, kosztem cennego wolnego czasu, aby uzyskać cos w rodzaju „cacka”, które może szlag trafić na pierwszej kamiennej główce. Mam już pewne doświadczenie w budowie latających modeli. Bywało, że całą zimę robiłem model latający RC, który po 2 minutach lotu zamienił się w kupę listewek nadających się na ognisko.

Zgodnie z pkt.1 tratwa mieści się na przyczepce, którą można prowadzić posiadając prawo jazdy kategorii B. Na temat zalet takiego transportu nie trzeba dużo mówić. Najdłuższym elementem są 4,5 m pręty łączące beczki w całość. Na tyle jednak można sobie pozwolić przywiązując czerwoną chorągiewkę. Reszta praktycznie mieści się w gabarytach przyczepki. Masa całej konstrukcji bez palet waha się w granicach 500 kg. 20 solidnych europalet stanowiących pokład waży kolejne 500 kg. Nie mieszczą się one już na przyczepkę, jednak zakładam, że w Krakowie, Gdańsku, czy też na mazurach nie brakuje skupu palet. Platforma jest tak zaprojektowana, że palety leżą w swoich łożach nienaruszone.  Jednocześnie europalety stanowią najtańszy metr kwadratowy powierzchni (kupując palety w Krakowie po 16 zł i sprzedając po spływie w Gdańsku po 12 zł – chyba nie trzeba dalej liczyć). Ze względu na popularność europalet na naszym rynku nie brałem kosztu ich nabycia przy podsumowaniu kosztów budowy tratwy.

c.d.n.

fot. Jakub Jasiński

Category: Spis treści, Na wiatr, Technika, Cała naprzód, Budowa jachtu

Komentarze (1)

Trackback URL | Comments RSS Feed

  1. tadeusz, says:

    prqszę o kontakt,też zamierzam spłynąć wisłą od Krakowa.Lecz nie mam doswiadczenia

Zostaw komentarz

WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates