kaszubskie morze część 3

Jesteśmy na Krzyżu – miejscu gdzie schodzą się cztery jeziora. Jeśli mamy akurat silne wiatry N, NW lub NE to potrafią dać szkołę. Uważajmy więc. Przed nami cel naszej wyprawy – Wdzydze Kiszewskie, a na cyplu Stanica Wodna PTTK.

 

Pomosty i miejsca cumownicze są od strony jeziora Jelenie, ale ostatnio postawiono pływające pomosty od strony jeziora Gołuń.  Pomosty w głębi są raczej zajęte przez rezydentów. Dobijać i cumować możemy tylko z czoła, ale pomosty są stalowe i niezbyt gościnne. Czasem lepiej poszukać miejsca dalej, przy brzegu. Teraz mamy do wyboru odwiedziny w tawernie stanicy, tawernie hotelu „Niedźwiadek” lub udać się dalej, gdzie znajdziemy sklepik i smażalnię ryb. W stanicy znajduje się sklepik z artykułami i akcesoriami żeglarskimi. Tam możemy poczytać ogłoszenia o planowanych imprezach żeglarskich. Możemy zrobić sobie spacer do Wdzydzkiego Kąta. Mijamy urokliwe stare domki kaszubskie, ale i współczesne wille. Droga zbliża się do samego jeziora, a na brzegu malutka marina oraz doskonała kuchnia w pobliskim barze nad samym jeziorem.

Od tego miejsca już tylko krok do Skansenu. Zostawiamy sobie to na później… Jeśli mamy szczęście i wieje nam z północy, w Largo znajdziemy się w ciągu godziny, ale wybieramy inną drogę, po przeciwnej stronie wysp. Schodzimy z Krzyża, mijamy cypel Kozłowca i skręcamy na zachód, zostawiając Duży Ostrów po lewej burcie. Po kilkuset metrach, po prawej otwiera się widok na wieś Pląsy. Całkiem w prawo, na północ duża zatoka, a na jej końcu dobre miejsce na postój. Suchy brzeg i piaszczyste, łagodnie opadające dno. To największe zwężenie, od którego zaczyna się cypel Kozłowiec. Stojąc na jachcie po tej stronie jeziora widzimy jachty płynące jeziorem Radolnym. My kierujemy się na południe i zgodnie z mapką mamy kilka dogodnych miejsc na postój na dziko. Zachodnie brzegi Dużego Ostrowu nie są już tak strome i mają kilka ładnych miejsc postojowych. Wycieczka po wyspie, obok możliwości znalezienia grzybów i jagód, może być bardzo przyjemnym urozmaiceniem. Na wysokości wyspy Glonek (rezerwat), po lewej burcie pomosty ośrodka „niegościnnego”. Mimo, że pusto, straszy na nich tablica z zakazem dobijania. To Ośrodek Zakładów Doświadczalnych Okrętownictwa (czy jakoś tak) i zapewne testowane tam są najnowsze modele łodzi podwodnych! Wybaczcie ten sarkazm, ale kiedyś żeglując z dziećmi z obozu żeglarskiego, zostaliśmy bezwzględnie przegonieni. Za tym ośrodkiem, w głębi, jest baza płetwonurków. Stale słychać odgłos sprężarek ładujących butle. Jakieś 500 m na południe, przed małym cypelkiem, znajduje się znana skałka podwodna – to informacja dla amatorów nurkowania. Powoli kończymy naszą wycieczkę. Po wyspie Glonek mijamy Mały Ostrów z przepięknym miejscem, przygotowanym przez leśników. Znajduje się w malutkiej zatoczce, kilkaset metrów przed krańcem południowym wyspy. Płyniemy dalej i naraz po lewej burcie otwiera się widok na wysoki brzeg i przystań OW Largo. To była piękna wycieczka.

Czas na następną podróż. Wypływamy z Stanicy Wodnej PTTK. Wychodzimy z przystani i kierujemy się na północ. Po lewej burcie puste brzegi półwyspu Czarnina, a po prawej mijamy kolejno przystań Hotelu „Niedźwiadek” i przystań „ U Grzegorza”. Potem jest przystań zamknięta dla obcych, zapewne też związana z okrętownictwem… Jezioro się rozszerza po lewej w dużą zatokę. I widzimy masę jachtów na bojach i przy brzegu. To „zagłębie jachtowe” miejscowych armatorów. Jak nie mamy wśród nich znajomych, nie wchodźmy tam, bo miejsca nie znajdziemy. Jezioro Jelenie łagodnym łukiem skręca na wschód i zwęża się. Jak dodamy do tego wysokie, zalesione brzegi to już wiemy, że żegluga w razie przeciwnych wiatrów łatwa nie będzie. Ale widoki ładne, a na skraju końcowego rozlewiska jeziora, na lewym, oczywiście wysokim brzegu Ośrodek Politechniki Gdańskiej. Jest tam malutki pomost, a bosman po opowiedzeniu się, jak przystało na prawdziwych żeglarzy, na przybicie i krótki postój zezwala. To nie brak gościnności – mają kilka jachtów własnych, które ledwo się tam mieszczą. Jeśli akurat marzymy o ciepłym prysznicu, to go tam znajdziemy. Jezioro do jakiegoś dłuższego biwakowania raczej się nie nadaje. Oddajemy cumy i ruszamy z powrotem w kierunku Krzyża. Wychodząc na ploso, skręcamy na jezioro Radolne. Po prawej burcie rozciągnięty ośrodek Gdańskiej Stoczni Remontowej, już wiecie – nie dobijajcie! Ale na lewym brzegu polanka i doskonałe miejsce na postój. Dno piaszczyste, ale dość szybko opadające – więc uwaga na dzieci! Płynąc dalej na zachód, po prawej widzimy ujście rzeki Wdy, kilak domków letniskowych, a potem już las. Od biedy możemy tam poszukać miejsca na postój. Jest ładnie i sucho, ale drzewa dość skutecznie utrudniają dojście do brzegu. Jezioro się kończy. Przed nami wychodzący nam naprzeciw  płaski cypel. W prawą zatokę nie wchodźmy, płytko i trzciny natomiast po jego lewej stronie, sterując prosto na brzeg, dochodzimy do samego brzegu nawet jachtem z balastem (np. Venus). Na ogół to miejsce jest spokojne ale w weekendy na cypel zjeżdżają samochody z turystami i potrafi być głośno. Szczególnie od połowy lipca do polowy sierpnia. Na południowym brzegu jeziora w okresie wakacji zlokalizowany jest w lesie obóz harcerski. W tym okresie brzeg jest niedostępny.

Tak więc pozostało nam jeszcze do zwiedzenia jezioro Gołuń. Rozpoczyna się od prostej łączącej półwysep Niwka z cyplem, na którym zlokalizowana jest Stanica Wodna PTTK. Lewy brzeg, płynąc na wschód, aż do Skansenu jest zabudowany i niedostępny. Przed Skansenem, w lewo otwiera się zatoka Wdzydzki Kąt i tam możemy wejść. Jest pomost pływający przystani mariny „Wdzydzki Kąt”, a właściciel i jego bosmani są wzorem gościnności. Można nabrać wody, naładować akumulator i uzyskać inną potrzebną pomoc. Obok bar, gdzie można oprócz zjedzenia wielu pyszności, w tym sielawy, poprosić o klucz do toalety. To samo w marinie. Jest to też baza wypadowa do zwiedzenia skansenu jak i na zakupy. Do skansenu skręcamy ulicą w prawo, a do sklepu w lewo. Wychodząc z zatoki, trzymajmy się dalej od lewego brzegu, ze względu na mieliznę. Potem żeglujemy wzdłuż terenu skansenu – zakaz dobijania do brzegu. Po prawej burcie jedyna na jeziorze wyspa Rzepczyn. Miejsca lęgowe i ostoja ptactwa. Zakaz dobijania – uszanujcie. Licząc od końca skansenu, za drugim cypelkiem jest zatoczka a w niej jedno z ładniejszych miejsc na biwak. Łąka, piasek, piaszczyste dno, suchy pachnący las. W weekendy niestety czasami zjeżdżają wędkarze, a to naród nielitościwy. Nie biją, ale potrafią omotać twój jacht plątaniną wędek i pozostaje tylko uciekać. Na szczęście nie zdarza się to często.

Żeglując dalej, mijamy lewą burtą ośrodek wypoczynkowy „Portos”. Przed nami z lewej wychodzący daleko w wodę półwysep Stolim. Przed nim i za nim brzeg – to królestwo mrówek. Mimo ładnego miejsca zapraszającego na postój, nie radzę tam dobijać. Za półwyspem jezioro skręca na północ i otwiera się widok na miejscowość Gołuń. W lewym kącie  najstarsza na Wdzydzach przystań  klubu „Portowiec”, a w prawym kącie widać hotel „Gołuń” z własnym pomostem – oczywiście dla swoich gości.

Do zatoki Wdziszk raczej nie wchodźmy. Poza wspomnianym już miejscem na biwak w okolicy skansenu innych miejsc szukajmy na południowym brzegu jeziora, uważając na tabliczki z napisami „Teren prywatny”.

Reasumując, jeziora Gołuń, Jelenie i Radolne  to akweny do pożeglowania, ale jak kto chce spokojnie wypoczywać niech tego szuka na jeziorze Wdzydze – od strony zachodniej raczej. W miesiącu maju i czerwcu, szczególnie w tygodniu, będziecie „Panami Jeziora”. W weekendy i od połowy lipca do połowy sierpnia jest tłoczniej. Tłoczniej jak na tamtejsze standardy ale w stosunku do WJM to oaza spokoju i czystości. Pamiętajcie o tym jeśli zdecydujecie się przeżyć „Wdzydzką Przygodę”.

fot. Zbigniew Klimczak

Tags: akweny, jeziora, jezioro, rejs

Category: Spis treści, Na wiatr

Komentarze (0)

Trackback URL | Comments RSS Feed

Brak komentarzy.

Zostaw komentarz

WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates