historia wyprawy jachtu SMOK… część 5

…na wody północne Zalewu Szczecińskiego i morza przyległe

Do Dziwnowa

Przebudzenie Dziwnej

Przebudzenie Dziwnej

Pobudka o 0700. Silnik uruchamiamy 0755. O 0800 otwiera się most. Wyruszamy na Dziwną, płyniemy pod słaby wiatr i solidny prąd. Akwen przypomina poszerzone Bełdany, lecz oba brzegi są prawie pozbawione drzew. I ludzi… Nie stawiam żagli. Motorowodniactwo wzdłuż boi i sieci  – aż do wejścia na Zalew Kamieński. Tam stawiamy żagle i mijając na wschodzie Kamień Pomorski, na północy Międzywodzie, potem bazę i port wojska, dopływamy do wschodniego końca byłej wsi rybacko-garnizonowej Dziwnów. Cumujemy do nabrzeża miejskiego, noszącego nazwę “białej floty” i dzwonimy do kapitanatu potwierdzając godziny otwarcia mostu zwodzonego.

Most zwodzony w Dziwnowie. Stan uniesienia.

Most zwodzony w Dziwnowie. Stan uniesienia.

Port Dziwnów

Dziwny jest ten port. Po pierwsze miasto przeżywa latem turystyczny najazd. Po drugie handlowo-restauracyjny boom. Z roku na rok wygląda lepiej. Czyściej. Kurortowo. Fajne knajpy „z pomysłem”, coraz mniej tandetny handel sklepowy i uliczny. Wczasowicze i żeglarze. Polacy, Niemcy, Finowie, Francuzi, Chińczyk. Może sam bym wolał spokojniejszy, stary Dziwnów, ale tubylcom życzę czegoś wprost przeciwnego. Klimat dobrego portu robią statki rybackie, jachty, stacja benzynowa dostępna od rzeki, zwodzony most. “Karawelowato” przebudowane dwie duże jednostki rybackie wożą na trzech pokładach turystów. KORSARZ pływa na morze, VICTORIA utrzymuje stałe połączenie z Kamieniem. Na plaży brakuje tylko katamaranów. Banan, narty i quady są.

Most zwodzony w Dziwnowie. Stan uniesienia.

Most zwodzony w Dziwnowie. Stan uniesienia.

W parzyste godziny otwierany jest most zwodzony i można przepływać ze “śródlądzia” na morze. Oba porty przyjmujące jachty znajdują się pomiędzy mostem a morzem. Na brzegu północno-wschodnim mieści się port rybacki, na południowo-zachodnim marina. Najpierw wchodzimy do portu rybackiego. Bosman wita i informuje, że w związku z ograniczoną przestrzenią obowiązuje cumowanie long side (burtą) do poprzednika. Tratwę tworzą maksymalnie trzy jachty dobrane rozmiarami, razem jest miejsca dla dziewięciu łodzi.
Zdegustowani idziemy do malutkiej mariny, lecz jest zapchana i po chwili wracamy do rybaków. Stajemy jako drugi od kei. Ledwo założyłem pierwsze cumy, na kei staje ponownie bosman, uroczyście spisuje nazwę jachtu, nazwisko skippera po czym wręcza klucz do łazienki i podłącza nas do 220 V. Degustacja zanika. Port żyje. Co chwila wchodzi lub wychodzi jakiś kuter albo jacht.
Niemcy bez szemrania budują narodowe tratwy i muszą się pogodzić z tym, że nie rozumieją własnego języka. Nikt z nich nie może uwierzyć w prostą frazę  – ein Man, ein Tag, eine Euro. Strom extra, według licznika. Ostatecznie za prąd za trzy dni płacę za siebie i jednego niemieckiego szypra 0,88 złotych. We wszystkich portach gniazda 220 V są w dwu standardach – dwa bolce i dziurka (jak to u nas) i cztery bolce (jak to u nich).

W porcie idealna czystość, mimo, że całą dobę rozładowuje się rybę (sezon flądry), trzepie i składa sieci, sprzedaje z burty czyszczone na miejscu ryby. Łazienka urzeka czystością. Jestem zachwycony. Żona jest zachwycona. Dzieci cieszy to, że z portu na plażę jest ze 100 m, do miasta ze 200, a do sklepu 0 (małe delikatesy za płotem).

Portowe tratwy. Jachty stoją long side.

Portowe tratwy. Jachty stoją long side.

Małżonka nie wyraża aprobaty na żeglugę morską, ale idę do kapitanatu, aby dowiedzieć się, czy mógłbym popłynąć morzem do Świnkowa. Oficer portowy ku memu zdziwieniu wyciąga z biurka magiczne Zarządzenie nr 3, wnikliwie szuka w nim jakichś haków, po czym radośnie oznajmia – płyń człowieku. Po takim ciosie, zadanym przez administrację morską mojemu brakowi wiary w zmiany w mentalności ludzkiej, jak niewierny Tomasz, poprzez włożenie ręki w istotę problemu, staję się nowym człowiekiem. Wolnym żeglarzem. Cholera, popłynę, popłynę za rok, choćbym miał przywlec tu SMOKa jedynie w tym celu. I popłynę daleko. Może do Gdyni, a może do Kopenhagi, a może dookoła świata. Po trzech dniach plaży, słońca i wakacyjnego odpoczynku przecinamy cumy i ruszamy z powrotem.

fot. Tomasz Czarniecki

Category: Spis treści, Na wiatr

Komentarze (0)

Trackback URL | Comments RSS Feed

Brak komentarzy.

Zostaw komentarz

WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates