dwóch panów w proa część 6

| 04/10/2006 | 0 Komentarzy

Public relations

Nie było “dwóch takich dni” jak poprzedni. Rankiem zastał nas wiatr co prawda z idealnego kierunku, ale wiejący z siłą dobrych 4B, a fala przyboju przekraczała metr wysokości. Co gorsza, dalej od brzegu widać było stanowczo zbyt dużo białych grzywek. Gdybyśmy – z pewnością cali mokrzy – przebyli przybój, nadal co druga fala lokowała by nam w kadłubie parę wiader wody.

Zupełnie nie uśmiechała nam się żegluga w takich warunkach. Zastosowaliśmy więc naczelną zasadę pływania plażowego: kiedy nie ma warunków, przesiadamy się na ŁÓDKĘ BOLS. Zostaliśmy więc w Ustce. Janusz pojechał do Międzyzdrojów po samochód i przyczepkę, ja zaś pilnowałem dobytku.
Już poprzedniego wieczora na plaży przywitali nas przyjaciele. Tego mi chyba najbardziej brakowało przez cały rejs – spotkań z podobnymi do nas, żeglarskimi włóczęgami. Plażowicze, choćby najbardziej zainteresowani, to jednak nie było to. W Ustce od razu dostaliśmy się pod opiekę Edwarda i Romka, z którymi Janusz już wcześniej nawiązał kontakt przez internet. Zaprosili nas na swoje jachty na herbatę (a jakże, z rumem), rozmowa ciągnęła się do późna. W piątek przed południem byli jednak zajęci swoimi sprawami, ja zaś mogłem liczyć tylko na to, że ktoś z rozłożonych obok plażowiczów zgodzi się przypilnować PJOA na czas posiłku i zakupów.

Nie było to jednak takie łatwe. Plaża zapełniała się powoli, jednak nasza łódź i stojący obok namiot były przez wszystkich omijane szerokim łukiem. Ani chybi, z takimi wariatami nikt nie chciał mieć nic wspólnego… Znaleźli się w końcu odważni. Małżeństwo z dzieckiem i szwagierką, szczerze zainteresowało się naszym okrętem. Zrobili kilka zdjęć, rozłożyli tuż obok swoje koce. Postanowiłem na ich cześć postawić żagiel, który rano na wszelki wypadek zarefowaliśmy. Chyba się podobało – a widok stojących ku górze “kleszczy kraba” przyciągnął także innych gości.

Pierwszy był ratownik.
-Czy chcecie teraz wypływać?
-Nieeeee, w taką pogodę nie będziemy się wygłupiać! Żagiel postawiłem tylko dla reklamy…
Ratownik był niezwykle życzliwy. Okazało się, że zna Arka Pawełka i odnosi się ze zrozumieniem do wszelkich żeglarskich wariactw. Spojrzał na moje palce, popękane od słonej wody.
-Proszę przyjść tam do nas, opatrzymy.
Propozycję przyjąłem z wdzięcznością, ale nie mogłem zrealizować od razu. W tej samej chwili podeszło bowiem do łódki dwoje dziennikarzy z “Głosu Słupskiego”. Zdjęcia, krótki wywiad… i następnego dnia artykulik na pierwszej stronie gazety! “Proa pruje Bałtyk”.

Wreszcie mogłem wybrać się do miasta. Najpierw ratownicy i fachowe opatrzenie palców. Tym sposobem nasza wyprawa nie obeszła się bez interwencji ratowników i udzielenia pomocy medycznej. Na odchodnym dostałem “sześciopak” ampułek soli fizjologicznej. Potem obiad w zaprzyjaźnionej smażalni – nieśmiertelny dorsz (Janusz dokładał sobie do niego jeszcze golonkę) i do sklepu po zakupy. W drodze powrotnej rzut oka na port. Przy nabrzeżu kołysze się drugi w Ustce niezwykły statek – tratwa Andrzeja Urbańczyka, czekająca na sprzyjającą pogodę do wypłynięcia. Robi bardzo solidne wrażenie, chociaż chyba wolę naszą łódkę… Załoga wyglądała na zbyt zajętą przygotowaniami, żeby zawracać im głowę.

Obok natomiast stał ten właśnie sklejkowy jacht GULIWER, który spotkaliśmy w drodze poprzedniego dnia. Z bliska wygląda jeszcze ładniej, z drewnianym masztem i pokładem. Zejściówka jest otwarta.
-Puk puk! Dzień dobry, spotkaliśmy się wczoraj na morzu.
-O, witam! Właśnie wybierałem się na plażę, żeby zobaczyć waszą łódź.
W ten sposób zyskaliśmy kolejnego zaprzyjaźnionego żeglarza.

Nad plażą tymczasem zaczęły unosić się latawce. Takie duże, napędzające deski kite-surferów. Wielki postęp w porównaniu z tym, co było widać jeszcze parę lat temu. Skrzydła o powierzchni kilkunastu metrów kwadratowych, o pięknym, gładkim profilu, bardzo stateczne i idealnie sterowne. Deskarze pędzili na złamanie karku w stronę betonowych gwiazdobloków, na kilka metrów przed przeszkodą przekładali po prostu latawiec na drugi hals i ruszali z powrotem. Patrzyłem na nich z zazdrością, ale i sympatią – w pewnym sensie deski kite-surfingowe mają sporo wspólnego z tradycjnym proa.

Zbliżał się wieczór, rozmawiałem właśnie z bardzo sympatyczną rodziną, która spacerowała na plaży i zainteresowała się naszą łodzią. Wymieniamy się adresami, wpisują mi autograf do zeszytu… wtem od strony falochronu zbliża się dwóch umundurowanych pograniczników. “Będzie zabawa…” – pomyslałem. Rzeczywiście – spojrzeli na nasz namiot i oskarżyli o BIWAKOWANIE NA PLAŻY. Czym różnił się on od setek namiocików, parawanów i innych zasłonek, rozstawionych wokół przez cały wietrzny dzień, nie zdołałem się dowiedzieć. Widok śpiworów i innych bagaży w środku stał się koronnym dowodem: BIWAKOWALIŚMY Z PREMEDYTACJĄ, łamiąc tym samym zarządzenie porządkowe Dyrektora Urzędu Morskiego w Słupsku. Pogranicznik nakazał natychmiastowe zwinięcie namiotu i wystawił mandat na całe 100 złotych. Nie mógł postąpić inaczej, bo – jak twierdził – było już kilka telefonów od obywateli, zgorszonych naszym występkiem…

Mandat sprawił mi niekłamaną radość. Oczyma duszy widziałem go już na kilku stronach internetowych, a może i w prasie. Mundurowy trochę się dziwił mojemu uśmiechowi:
-To pański pierwszy mandat w życiu?
-Tak.
-Nawet od drogówki pan nie dostał?
-Nie.
-Acha. – to wyjaśnienie chyba go usatysfakcjonowało.
Historia ma swój ciąg dalszy i ciekawą pointę. Po powrocie do domu sprawdziłem bowiem, co mówi o biwakowaniu rzeczone zarządzenie. Otóż zabrania ono obozowania na wydmach, ale najwyraźniej nie na plaży…

Resztę wieczoru spędziłem jednak bez namiotu (który trudno jest rozstawić jednej osobie), podziwiając gwiazdy nad głową, “białe noce” na północy i wał kłębiastych chmur na zachodzie. Janusz wrócił dopiero po drugiej w nocy. On także nie kwapił się do rozbijania namiotu, przykryliśmy tylko pomost proa tropikiem i rozłożyliśmy śpiwory pod spodem. Trochę chłodniej, ale też przyjemnie.

fot. Krzysztof Mnich

Tags: jachty drewniane, jachty z drewna, proa, wielokadłubowce, wybrzeże Bałtyku

Category: Spis treści, Na wiatr

Komentarze (0)

Trackback URL | Comments RSS Feed

Brak komentarzy.

Zostaw komentarz

WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates