AURORA w październiku

| 09/05/2009 | 0 Komentarzy

Aurorę wymyśliłem w 2001 roku, kiedy nowo powstała klasa regatowa “Żagle 500” reklamowana była jako pole do popisu dla konstruktorów. Chciałem wypróbować w niej kilka ciekawych pomysłów – kadłub zwinięty z jednego płata sklejki, w którym kształt części zanurzonej nie zmienia się w przechyle, nastawny miecz, maszt o sercowatym przekroju. Dążenie do maksymalnego uproszczenia konstrukcji dorzuciło kolejne smaczki: ustawienie masztu na dźwigarze nad otworem zejściówki, falistą linię burty, mocno pochylone półpokłady, a nade wszystko cofniętą dziobnicę. Po prostu, tak wygina się prostokątny arkusz sklejki. Po cóż więc sztukować te 30 centymetrów, lepiej zostawić dziób jak w okrętach sprzed stu lat. Każdy, kto zobaczył kartonowy model, miał jednoznaczne skojarzenia: AURORA.

Jeden z pierwszych rysunków Aurory

Jeden z pierwszych rysunków Aurory

Oblaminowany kadłub

Oblaminowany kadłub

Cały projekt zapewne skończyłby się na papierowym modeliku, gdyby nie to, że łódką zainteresował się Przemek Herbut – szkutnik amator z zacięciem konstruktorskim, mieszkający pod Rzeszowem. Nasza współpraca, na odległość pół Polski, była równie spontaniczna jak wstępne projektowanie: Przemek budował, eksperymentując z technologią zwijania skorupy z 4-milimetrowej sklejki “w powietrzu”, bez helingu. Ja w tym czasie dorysowywałem kolejne szczegóły – wiele z nich, jak np. piękne jarzmo steru, to zresztą pomysły Przemka. Niektóre części, jak cęgi masztu, zostały po prostu dopasowane z natury do gotowego pokładu. To chyba najprzyjemniejszy sposób robienia łódek…

Niestety, inne zajęcia, zmiana pracy, wyjazd za granicę – wszystko to sprawiło, że budowa z planowanych kilku miesięcy rozciągnęła się w końcu do trzech lat. Traciłem już nadzieję, że Aurora kiedykolwiek spocznie na wodzie – a tu nagle, po długiej przerwie, wiadomość: prawie wszystko gotowe, jeżeli uda się zdobyć jakieś żagle, to możemy wodować w przyszłym tygodniu!

Grot, co prawda kiepsko uszyty i z dziwnie podniesionym dolnym likiem, od zupełnie innej łódki, ale odpowiedniej wielkości, od lat kurzył się u mnie w pawlaczu. Fok pożyczyliśmy od Roberta Hoffmana. Problemem były tylko prognozy pogody, zapowiadające ciągły deszcz. Nie bacząc na pogodę i swoje przeziębienie, przyjechałem do Przemka. Aurora stała już na przyczepce w całej okazałości pomalowanego (obowiązkowo) na czerwono kadłuba. Całą deszczową sobotę poświęciliśmy na kompletowanie osprzętu i taklowanie. W niedzielę przestało padać i AURORA mogła triumfalnie pojechać – na razie nad niedużą sadzawkę w Bliznem.

Gotowa AURORA na wózku

Gotowa AURORA na wózku

Siłami czterech kolegów opuściliśmy kadłub na wodę. Pływa! Założyliśmy ciężki miecz – o dziwo, nawet bez miecza okrągłodenny kadłub jest całkiem stateczny. Potem przyszła kolej na balast wewnętrzny i wreszcie nastąpiła próba trymu wzdłużnego. Wsiadamy, patrzymy – krawędź pawęży unosi się dwa centymetry nad wodą, dziobnica tuż nad powierzchnią. Idealnie! Próby pod żaglami zaczęły się od komicznych wysiłków w celu przebicia się przez przybrzeżną, mulistą płyciznę. Wreszcie udało się i AURORA pokazała co potrafi. Okazała się łódką bardzo przyjemną w pływaniu – dość stateczna, posłuszna, zwinna… W pewnym momencie przestała słuchać steru i zaczęła płynąć bokiem. Oględziny wykazały olbrzymi kłąb wodorostów zebrany na mieczu.

W drogę..

W drogę..

W następny weekend pogoda była zamówiona, Aurora przewieziona nad Solinę i oficjalnie zwodowana na głębokiej wodzie. Siedmioletnia córka Przemka roztrzaskała o burtę pojemnik jogurtu, następnie dziób spłukany został szampanem (oczywiście marki Sowietskoje Igristoje). Potem zaś wszyscy zebrani wsiedli na pokład i odbyli dziewiczy rejs przy leciutkim wiaterku. Łódka potwierdziła swoje właściwości – chociaż projektowana do regat, nie sprawiała kłopotów w spokojnej, rodzinnej żegludze 5 osób, a ster, o którego zrównoważenie nieco obawiał się budowniczy, mogła obsłużyć dwoma palcami jego mała córeczka. W niedzielę powtórzyliśmy pływanie, tym razem w trzy osoby. Wiatr stężał, dochodził do 3 st. B. Aurora spisywała się świetnie, płynęła szybko i sprawnie, chociaż źle wytrymowane żagle nie pozwalały żeglować bardzo ostro do wiatru. Imponujący był za to zapas stateczności – jedna osoba cały czas siedziała na zawietrznej, mimo to tylko chwilami pozostali dwaj członkowie załogi musieli balastować na półpokładach. Radość z żeglowania okazała się niemniejsza od radości projektowania i budowy. Obserwatorom na brzegu i na innych jachtach też się chyba podobało…

Do przyszłego roku trzeba będzie oczywiście dorobić masę drobiazgów, przede wszystkim zaś uszyć porządne żagle. Przynajmniej jednak wiemy, że warto!

Dziewiczy rejs

Dziewiczy rejs

Dane techniczne:

długość 5,00 m

szerokość 2,00 m

zanurzenie 1,00 m

masa 300 kg

wysokość masztu 6,00 m

 

 

 

pow. żagli:

grot 10,5 m2

fok 4,5 m2

genaker 20 m2

Ilustracje pochodzą z archiwum autora

Tags: budowa jachtu, jacht, jachty drewniane, jachty z drewna, Żagle 500

Category: Spis treści, Technika, Budowa jachtu

Komentarze (0)

Trackback URL | Comments RSS Feed

Brak komentarzy.

Zostaw komentarz

WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates