…Amazonka, wielka rzeka, oceany trzy…

| 01/02/2013 | 0 Komentarzy

Autor: Henryk Wolski

Choć Amazonka jest rzeką, to żeglowanie po niej, w czystym tego słowa znaczeniu, jest zdecydowanie ograniczone. Mimo to utrwalona jest od lat w marzeniach żeglarzy. I słusznie. W akwenie tym jest coś niezwykłego; ogrom, dzika przyroda. Może dlatego tak pociąga żeglarzy i kojarzy się z przestworem oceanu. Żeglarstwo to nie tylko łykanie mil, ale i kontakt z nieznanym. I to jest na pewno wspólne dla żeglarstwa i pływania po Amazonce.

DSC01683

W kwietniu zeszłego roku zorganizowałem rejs po Amazonce na typowym amazońskim stateczku: 12 kabin 2-osobowych, 8-osobowa załoga stała, kapitan – stary wyga na rzece. Stary wyga znaczy tu trochę co innego niż w żeglarstwie. Tutaj ogromne znaczenie ma znajomość ciągle zmieniającego się akwenu. Stateczek, mimo że w porównaniu do jachtów stosunkowo duży, to jednak zanurzenia ma niecały metr. I to jest to, co w języku sąsiadów określa się mianem „Geheimwaffe” (nieznana broń). Można nim wpłynąć niemal wszędzie. Czasami to jednak nie wystarcza i żeby dostać się w głąb dżungli lub w wąskie zakamarki rzeki, trzeba przesiąść się na małe łodzie. Wycieczki nimi robi się od dwóch do czterech razy dziennie. Trudne do opisania wrażenia. Zdjęcia trochę to przybliżają, ale to zdecydowanie nie wszystko. Jak przekazać głos budzącej się przed świtem dżungli? Oczywiście można to nagrać, albo mieć pióro Conrada, a tego zapomniałem ze sobą zabrać. Lepiej więc będzie, jeśli napisze co składa się na całość udanego rejsu. Jest to dosłownie kilka elementów: wspomniany stateczek o małym zanurzeniu, małe łodzie do eksploracji terenu, znajomość nautyczna ciągle zmieniającej się rzeki i znajomość przyrody przez przewodników w łodziach.

DSCF5018

S0054155

Wydawać by się mogło, że miałem dużo czasu na robienie notatek. Teoretycznie tak, ale rano wstawaliśmy zazwyczaj bardzo wcześnie. O 05 45 z głośnika rozbrzmiewała aria z Traviaty. Kawa, słodkie pieczywo i w drogę! Po drodze fauna i flora; kwiaty, jaszczurki, leniwce (które trzeba umieć wypatrzeć), ptaki. Mo (to imię kapitana) pokazuje, wyjaśnia, opowiada. Gdy wracaliśmy łodziami około dziewiątej, stoły były już zastawione. W południe – przerwa. Tu słowo sjesta nabiera prawdziwego znaczenia. Jedni chodzili do kabin dospać wczesne wstanie, innym wystarczał hamak na górnym pokładzie pod ocieniającym dachem. Sjesta trwa zazwyczaj do 16 00. Po południu wycieczka do wioski caboclos. Nazwa ta dotyczy nie Indian znad Amazonki, a mieszkańców żyjących wzdłuż rzeki. Z pochodzenia są oni raczej mieszanką napływowej ludności europejskiej z miejscową ludnością. Utrzymują się w sposób typowy dla mieszkańców znad rzeki – z rybołówstwa i drobnej uprawy rolnej. Kiedy poprosiłem o wyjaśnienie tego słowa, usłyszałem w odpowiedzi, ze to nie tylko pochodzenie, ale i sposób życia, że gdybym ja tu został, to jeszcze nie ja, ale moje dzieci byłyby już caboklos. Coś w tym musi być. Domy stoją na palach, w oknach nie ma szyb.  Dlaczego? Roczne wahanie temperatury wynosi tu 2 °C. Za to roczne wahanie poziomu wody wynosi około 14 metrów. Mówię o różnicy miedzy poziomem wody w porze suchej i deszczowej.  Teren zalany w czasie pory deszczowej ma powierzchnię porównywalną z powierzchnią Wielkiej Brytanii.

DSCF5049

Czasami po kolacji, już po zmierzchu, wybieraliśmy się na kolejną wycieczkę w poszukiwaniu kajmanów. Po powrocie czas na szklaneczkę caipirini i sen już morzył… Kiedy ja miałem pisać te notatki? No oczywiście, aż tak źle nie było. Był czas na zrzucenie zdjęć do laptopa, ale kto nie zabrał się od razu za ich porządkowanie, ten miał z tym duże problemy po rejsie. Były dni kiedy wybieraliśmy się na połów piranii. Niektórzy z początku wzbraniali się, ale po złowieniu pierwszej następowała metamorfoza i z ludzi wychodził odwieczny instynkt łowcy – dotyczyło to także pań profesor. Wieczorem kolacja z własnoręcznie złowionych ryb, a spreparowane szczęki piranii można było zabrać do domu na pamiątkę. Przy kolacji następowało zazwyczaj omówienie programu na kolejny dzień i analiza dnia bieżącego. Czasami jakaś prelekcja biologiczna lub geomorfologiczna. Rozmowy z przyjaciółmi, kontemplacja południowego nieba. Kto uwierzy, że kąpaliśmy się w rzece? Okazuje się, że my Europejczycy mamy jakąś obsesje na punkcie piranii – może jest to skutek oglądania filmów hollywoodzkich. W toni rzecznej można się bez problemów kąpać. Anakondy i kajmany też nie atakują… Na pierwszą propozycję kąpieli patrzyliśmy trochę z niedowierzaniem, ale widząc jak załoga po kolei wskakuje do wody, ruszaliśmy za nimi. Słowo orzeźwiająca kąpiel nie jest tu na miejscu, ale czasami miło popływać w naprawdę ciepłej wodzie. Mo poinformował mnie, abym uczestnikom kolejnego rejsu przekazał, żeby zabrali maski i fajki do nurkowania. Były też wycieczki do pływającego lasu i w poszukiwaniu słynnej Viktorii Amazonki. Trudno to wszystko opisać. Przyjedźcie i sprawdzicie sami.

DSCF5030

fot. www.conceptsailing.org

DSC00146

Tags: Amazonka, rejs

Category: Spis treści, Na wiatr

Komentarze (0)

Trackback URL | Comments RSS Feed

Brak komentarzy.

Zostaw komentarz

WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates