Prawie wszystkie polskie proa…

| 17/07/2010 | 0 Komentarzy

Zlot proa nad jeziorem Jamno zorganizowany został spontanicznie. Zjechali się tu na początku lipca ludzie, których zafascynowały dwukadłubowce charakteryzujące się tym, iż oś symetrii mają prostopadłą do kierunku płynięcia, gdy „normalne” jachty pływają wzdłuż diametralnej. Ponadto do odpadania, ostrzenia czy utrzymywania obranego kursu nie potrzeba steru… Jak się pływa na takich jednostkach przeczytacie w relacjach, które są do znalezienia pod linkami na końcu artykułu. Tu pozwolę sobie zająć się jednostkami uczestniczącymi w zlocie, a także tymi, które niestety do Łabusza nad Jamno nie dotarły.

Najstarszą jednostką – pływa od 1999 roku – jest NIETOPERZ konstrukcji Krzysztofa Mnicha. Najbardziej charakterystycznymi elementami tej jednostki jest układ sterowania oraz napęd. Układ sterowania to system dwóch sprzęgniętych płetw – po jednej na każdej stewie. Napęd stanowi paralotnia. Skrzydło podnoszone na dwóch masztach w układzie „V”, dzięki pomysłowemu przegubowi nazwanego przez konstruktora astrolabium daje możliwość właściwego ustawienia żagla względem wiatru zależnie od wybranego halsu. Zaletą takiego napędu jest sprowadzenie praktycznie do zera sił przechylających i zmniejszenie oporów ruchu spowodowane częściowym wynurzeniem kadłuba z wody przez siłę nośną skrzydła. Złożony układ stabilizujący kształt żaglopłatu, składający się z dużej liczby linek, nie jest jak mi się wydawało problemem. Jednak by „uruchomić” paralotnię potrzebny jest wiatr o sile około 2-3o B. Nie mniej eksperymentalny napęd autorstwa Krzysztofa Mnicha daje dużo satysfakcji w prowadzeniu zarówno łodzi jak i samego skrzydła, że nie wspomnę o emocjach, jakie wywołuje u widzów – tak na wodzie jak i na lądzie… Częściowo zapokładowany, wąski asymetryczny kadłub główny wykonany jest ze sklejki, jako konstrukcja skorupowa, którą miejscami – tam gdzie występują większe siły skupione – usztywnią żebra. Sklejkowy zapokładowany pływak-przeciwwaga – zapewniający stateczność jednostce – jest krótszym o połowę lustrzanym odbiciem kadłuba głównego. Ponadto w wytwarzaniu oporu bocznego bierze udział odchylona od pionu – w kierunku kadłuba głównego – o około 45 stopni, zamocowana na stałe płetwa mieczowa. Miecz wytwarza ponadto siłę nośną skierowaną ku powierzchni wody, poprawiając tym samym stateczność jachtu. Kadłub główny z pływakiem łączą dźwigary z dwóch rur aluminiowych, na których posadowiona jest ławeczka.

Dane techniczne:

długość 4,50 m

szerokość 2,00 m

zanurzenie 1,00 m

masa około 60 kG

powierzchnia żagla 27 m2

załoga 2 osoby

Kolejna jednostka – PJOA – spłynęła na wodę w roku 2005. To proa w klasycznej, polinezyjskiej konfiguracji z ożaglowaniem typu kleszcze kraba. Łódź została zaprojektowana i zbudowana przez Janusza Ostrowskiego. Jest to jednostka o konstrukcji mieszanej. Lekkie sklejkowe kadłuby, duraluminiowe dźwigary i maszt oraz drewniane ławki po związaniu wszystkich elementów linkami tworzą szybką jednostkę, która z powodzeniem pływa zarówno po śródlądziu jak i po morskich wodach przybrzeżnych. Smukły, częściowo zapokładowany kadłub główny ma asymetryczny kształt wodnic i stosunkowo spore zanurzenie, co zapewnia skuteczne wytwarzanie siły przeciwdziałającej dryfowi. W kadłubie pod podłogą znajduje się komora wypornościowa, zaś skrajniki dziobowe mogą być wykorzystane jako bagażniki. Pływak-przeciwwaga jest całkowicie zapokładowany. Cztery duraluminiowe dźwigary łączą kadłub z pływakiem. Na dźwigarach przysznurowane są ławki balastowe – im dalej wysunie się załoga w kierunku pływaka, tym większa jest skuteczność balastujących. Jak wieść gminna niesie ławki te zrobione są z półek, na których stały niegdyś książki o żeglarstwie. Duraluminiowy, wahliwy maszt stojący na ławce w głębokim gnieździe podtrzymywany jest od strony pływaka podwójną wantą, zaś z każdego z dwóch dziobów kadłuba głównego biegnie do topu jeden sztag; zależnie od halsu, napinany jest jeden z nich. Niezwykle ciekawie rozwiązane zostało mocowanie wanty – to autorski pomysł konstruktora. Wahliwa belka – kształtem przypominająca mi jako żywo półeliptyczny resor piórowy – rozkłada siły od wanty równomiernie na wszystkie 4 duraluminiowe rury dźwigarowe. Kilkuletnia eksploatacją w różnych warunkach pogodowych i na różnych akwenach dała asumpt do wprowadzenia kilku zmian w konstrukcji. Wspomniane już mocowanie want, mocniejsze belki dźwigarów i sztywniejszy maszt czy zastosowanie ekspanderów na sztagach, które są tu olinowaniem półstałym (działających podobnie jak przy baksztagach – „zbierają” luz liny) ułatwiających wykonywanie zwrotów to tylko kilka usprawnień wprowadzonych przez konstruktora. Ciekawe są też obserwacje dotyczące żagla i takielunku. Zaszła na przykład konieczność wymienienia „zwykłej” liny fału na linę Dynema (o znacznie większej wytrzymałości i nikłej rozciągliwości) oraz zastosowanie mocniejszych bloków. Niewątpliwą satysfakcję dała też obserwacja zachowania jednostki w silniejszych wiatrach, gdy przyspiesza. Innym niezwykłym zjawiskiem zaobserwowanym na tej łodzi jest „inteligentne” zrównoważenie kierunkowe – PJOA przy słabym wietrze, gdy jest dobrze wytrymowana w bajdewindzie sama wybiera optymalny kąt względem wiatru, nie wchodząc w kąt martwy. Kolejnym ciekawym doświadczeniem było refowanie żagla – by zmniejszyć siłę nośną żagla przy silniejszych wiatrach należy zbliżyć do siebie „rejkę” i „bom”, w efekcie czego zwiększa się wybrzuszenie rozpiętej między giętymi drzewcami tkaniny, to zaś powoduje spadek sprawności żagla. Dość powiedzieć iż wszyta w żagiel refbanta stanowi teraz jedynie element dekoracyjny.

Dane techniczne:

długość 6,80 m

szerokość 4,00 m

zanurzenie 0,70 m

masa własna 180 kG

powierzchnia żagla 16,5 m2

załoga 2-4 osób

Trzecia jednostka – TE PUKE – to największe proa pływające pod polską banderą. Drewniany, kabinowy wielokadłubowiec z żaglem typu wysmukłe kleszcze kraba został zbudowany przez Jerzego Jarockiego na wzór i podobieństwo łodzi z Wysp Salomona. Rozpięty miedzy drzewcami o stopniowanej sztywności żagiel stawiany jest na bambusowym maszcie, podtrzymywanym miękkimi linami. Odpowiednią długość i stosowną sztywność „rejki” i „bomu” uzyskano wiążąc w pęki pręty bambusa – im bliżej noku drzewca, tym pęk zawiera mniej prętów. Jakie to proste! Oglądając tę łódź odniosłem wrażenie, że wcześniejszy kontakt z polinezyjskimi budowniczymi niewątpliwie miałby wpływ na uproszczenie wielu węzłów konstrukcyjnych na łodziach ze Starego Kontynentu. Zaciskające się pod wpływem wody sizalowe oploty z lin, łączących poszczególne elementy, w prosty sposób zabezpieczone są przed zsunięciem – bądź to drewnianymi kołkami bądź odpowiednio przygotowanymi „kluzami”. Być może coś mi umknęło, ale nie zauważyłem obserwując składanie łodzi żadnych połączeń kształtowych! Na środku pływaka głównego usytuowany jest „cokół”, do którego mocowana jest platforma, której głównym elementem nośnym są dwa dźwigary; na nich umieszczona jest po stronie nawietrznej – od strony pływaka-przeciwwagi – zgrabna, stylowa kabinka, stanowiąca również element wytrzymałościowy. Drewniane dźwigary z tej strony zaginają się w dół i rozdwajają. Właśnie te cztery wąsy służą do mocowania pływaka. Z drugiej strony kadłuba głównego, już nad wodą, wznosi się ażurowy kokpit z desek. Dwa skrzynkowe dźwigary zamocowane do „cokołu” na kadłubie głównym, biegnące skośnie ku dziobom pływaka, spięte są wzdłużnym dźwigarem pod kabiną. Taki układ belek powoduje skupienie większości sił pochodzących od pływaka pracującego na fali, jak również od olinowania masztu na owym solidnym cokole, który jest – według mnie – głównym węzłem stanowiącym o wytrzymałości całej jednostki. Region, z którego pochodzi TE PUKE oraz jej przeznaczenie do podróży między archipelagami sprawiają, iż przy zwrotach trzeba zrzucić żagiel, przełożyć róg  halsowy na „drugi” dziób i ponownie postawić na drugim halsie. Gdy na jednym halsie łódź idzie kilka dni nie stanowi to zapewne problemu… W cięższych warunkach zrzuca się po prostu żagiel, a rolę żagla sztormowego przejmuje kabina-szałas stojący na pomoście pomiędzy kadłubem głównym pływakiem. Jerzy Jarocki opowiadał mi, że nie do końca wierzył w te przekazy, jednak życie zmusiło go do takiego eksperymentu – i znowu okazało się, iż żyjący blisko natury Polinezyjczycy zbudowali prostą, dzielną jednostkę kabinową, która pozwalała przetrwać w trudnych warunkach.

Dane techniczne:

długość 9,80 m

szerokość 4,50 m

zanurzenie 0,70 m

masa około 450 kG

powierzchnia żagla 18 m2

załoga 1-5 osób

Kolejna jednostka to WIKIWIKI – druga konstrukcja Krzysztofa Mnicha, którą można było podziwiać nad Jamnem. Klasyczne polinezyjskie proa powstało nieopodal miasta Łodzi jako prototyp. Głównym celem było stworzenie prostej w budowie łodzi, służącej do propagowania wśród młodzieży żeglarstwa w ogóle, a polinezyjskich proa w szczególe. Druga bliźniacza jednostka TAVAU powstała – z gotowych elementów – w ciągu trzech dni podczas zeszłorocznych Dni Morza w Szczecinie. Sklejkowy kadłub główny o asymetrycznych wodnicach usztywnia podłoga oraz sklejkowe grube „kłonice”, podobną konstrukcję ma całkowicie zapokładowany pływak-przeciwwaga. Do owych „kłonic” zamocowane są bambusowe dźwigary, na których leżą drewniane ławki. Cała konstrukcja związana jest linami. Pod podłogą kadłuba głównego mieści się komora wypornościowa. Na ławce tuż przy kadłubie ustawiony jest bambusowy maszt. Stopa masztu wykonana z twardego drewna, ma kształt zbliżony do kuli, co umożliwia wahliwe zamocowanie masztu w gnieździe. Drzewca do rozpinania żagla typu kleszcze kraba także zrobiono z bambusa. Konstruktor, który zdobył spore doświadczenie pływając na PJOA, stworzył w moim przekonaniu bardzo udaną, dojrzałą a przy tym prostą konstrukcję…

Komplet materiałów wraz z wyciętymi (sterowanymi cyfrowo maszynami) elementami ze sklejki, listwami, bambusami na drzewca, linami i blokami oraz tkaniną na żagiel w roku 2009 kosztował 4000 złotych. Budowa polega na sklejeniu epoksydową szpachlówką burt zszytych drutem, wklejeniu podłogi w kadłub i pokładu do pływaka oraz wycięciu z plandeki żagla i sklejeniu taśmą rękawów na drzewca. Kadłuby i ławki z desek trzeba oczywiście polakierować. Następnie wiąże się wszystkie te elementy wraz z bambusowymi dźwigarami w jedną całość linkami, takluje i już można pływać…

O tym jak się pływa na tej jednostce mówi konstruktor Krzysztof Mnich:

Trochę czasu zajęło mi właściwe dotrymowanie prototypu. Właściwe usytuowanie ławeczek i WIKIWIKI zaczęła pływać sensownie mimo małej wyporności pływaka. Tyle że nie można wsiąść na łódkę od strony pływaka, co jest pewną wada. Zaletę zastosowania małego pływaka zaobserwowaliśmy natomiast, kiedy płynęliśmy burtą do fali o wysokości około metra wzdłuż bałtyckiej plaży (pomiędzy dwiema strefami przyboju) – to właśnie dzięki niewielkiemu pływakowi nie telepało nas tak tragicznie. Zrównoważenie żaglowe też jest bez zarzutu, przy słabym wietrze łódka płynęła sama z szotem w knadze, a załoga się byczyła. Najbardziej się wszystkim podoba sucha żegluga na WIKIWIKI. Rozchylone burty wyglądają może mniej zgrabnie niż smukłe PJOA, ale w czasie pływania na bałtyckiej fali nie wlała nam się do środka ani kropla wody – nawet na tej fali z burty.

Dane techniczne:

długość 5,00 m

szerokość 3,00 m

zanurzenie 0,45 m

masa około 120 kG

powierzchnia żagla 8 m2

załoga 2 osoby

Nastepna łódź, która pojawiła się na zlocie to proa typu wa`apa o nazwie GUAJIRA zbudowana przez Grzegorza Korczyńskiego. Można rzec że przyjechała do Łabusza prosto ze szkutni – na Jamnie GUAJIRA po raz pierwszy została opływana pod żaglem. Jest to proa Wa’apa według projektu Garry`ego Dierkinga. Inspiracją dla konstruktora były tradycyjne łodzie z Hawajów. Główny kadłub (vaka) ma kształt płaskodennej, bardzo wąskiej Dory (szerokość – 53 cm) i składa się z dwóch części, które skręca się czterema śrubami M8. W ten sposób łódź o długości 480 centymetrów rozkłada się na dwie połowy i proa można przewozić na dachu samochodu. Vaka zrobiona jest z wodoodpornej sklejki brzozowej o grubości 6 mm. Dno oblaminowane jest włóknem bazaltowym i żywicą epoksydową. Pływak (ama) jest zrobiony z rury PCV o średnicy 160 milimetrów i długości 350 centymetrów; z jednej strony jest dziób ukształtowany z twardego styropianu oblaminowanego włóknem bazaltowym i żywicą epoksydową. W pływaku zamocowane są wysokie drewniane „uszy” do których mocuje się dźwigary spinające kadłub główny z pływakiem. Dźwigary są puste w środku, zrobione z desek i sklejki 6 mm.

Oddajmy głos budowniczemu Grzegorzowi Korczyńskiemu:

Wa’apa w tłumaczeniu to “kanu z trzech desek”, i tak najprościej można tę konstrukcję opisać. Hawajczycy zaczęli budować takie łodzie, kiedy na Hawajach pojawiły się pierwsze tartaki, a wraz z nimi oczywiście deski.  Ta rewolucja techniczna uniezależniła szkutników od trudno dostępnych, odpowiednio dużych drzew, z których można było „wydłubać” łódź. Wydaje mi się, że WA’APA jest jedną z najprostszych konstrukcji do amatorskiego wykonania. Nie potrzeba też zbyt wiele miejsca do budowy. Gdy w moim garażu było zbyt zimno, aby laminować, na pewien czas przeniosłem budowę do gabinetu. No i koncepcja Dory – naprawdę dość łatwo to wszystko zlepić do kupy. Jak wiadomo “la donna é mobile”. Planuję, że GUAJIRA będzie się zmieniać. Gdy zakończę prace nad obecną konfigurację (praca nad żaglem, dodaję ławeczki do balastowania, maluję wzorki, lepsze mocowanie masztu) zamierzam dorobić trzecią sekcję vaka i wtedy proa będzie mierzyć 720 centymetrów. Oczywiście potrzebny będzie nowy, dłuższy pływak. No i inny żagiel – kleszcze kraba. Zainstaluję też silnik zaburtowy o mocy 3,5 KM (wystarczyłoby 2 KM, ale jakoś nikt takich słabych używanych silniczków nie chciał sprzedawać). Silnik tak na wszelki wypadek – flauta, sytuacje awaryjne, pływanie po Wiśle. Jeśli naszłaby mnie taka fantazja, to wa`apa można skonfigurować nawet jako trimaran.

Na Jamnie GUAJIRA pływała jako “tacking outrigger” – co można chyba tłumaczyć jako “halsujący jednopływakowiec”, czy może “proa monodromowe” jak z francuska proponował Tomasz Łukawski. Kilka słów o żaglu hawajskim pod którym pływałem – jest to bodajże najprostszy żagiel do zrobienia i obsługiwania. Jedynie dwie liny – szot oraz lina służąca do zwinięcia lub zrefowania żagla. Refowanie polega na popsuciu  kształtu żagla. Daleko mu jednak do wydajności kleszczy kraba, mimo pewnych podobieństw.

Dane techniczne:

długość 4,80 m

szerokość 2,7m (vaka 0,53 m)

zanurzenie 0,15 m

masa 90 kG

powierzchnia żagla 5 m2

MADERKA Proa na zlot niestety nie dotarła. Nie mniej warto przyjrzeć się tej niezwykłej łódce, która powstała na przełomie kwietnia i maja 2010 roku w piwnicy gdańskiego domu leżącego tuż nad Martwą Wisłą. Konstruktorem i budowniczym jest Stanisław Skory – znany na wschodnim wybrzeżu żeglarz i zwolennik „swobodnego żeglowania z głową”. Inspiracją przy projektowaniu MADERKI Proa były doświadczenia Janusza Ostrowskiego i Krzysztofa Mnicha oraz jednostki startujące w 33 edycji AMERICA’S Cup – BMW ORACLE oraz ALINGHI 5; jako napęd konstruktor brał pod uwagę tylko jeden typ żagla – kleszcze kraba. Różnice stanowiły założenia budżetowe – syndykat BMW ORACLE przeznaczył na cały projekt 300 milionów dolarów, zaś Stanisław Skory 300 złotych polskich. Kadłub główny i pływak mają konstrukcję sklejkową. Pływak jest całkowicie wypełniony styropianem, zaś kadłub główny ma wypełnione tylko obie sekcje dziobowe. Na śródokręciu usytuowano kokpit z genialnie zrealizowanym, w moim przekonaniu, systemem drenażowym czy jak kto woli odwadniającym. Konstruktor wyścielił wannę kokpitu foliowym workiem, który w przypadku zalania należy niejako przewrócić na lewą stronę i cała woda z kokpitu spływa za burtę! Konstruktor pomysł ten zaczerpnął z książki Wacława Korabiewicza pt. „Żaglem do Jogów”. Dźwigary spinające kadłub z pływakiem wykonane są z dwóch rur aluminiowych o średnicy 40 mm i grubości ścianki 2 mm (to miały być niegdyś spinakerbomy do Micro Polo MADERA). Jarzma rur przykadłubowe oraz przypływakowe wycięte są z 8-milimetrowej sklejki (fragmenty rozebranej kanapy narożnej). Drewniane kadłuby są impregnowane pokostem lnianym, zaś powłoki malarskie zostały wykonane emalią olejną do stolarki okiennej. MADERKA Proa jest wyposażona w kilka komplety żagli: najmniejszy wykonany jest z poddachowej folii paroprzepuszczalnej, zaś dwa kolejne z plandeki o mniejszej i większej gramaturze (zależnie od powierzchni). Osiągi MADERKI Proa są imponujące:

max prędkość na pagaju przy flaucie – 4,2 węzła

max prędkość pod grotem 2,8 m2 – 4 węzły (przy wietrze do 4o B)

max prędkość pod grotem 3,8 m2 – 6,4 węzła (przy wietrze do 3 o B)

max prędkości pod grotem kleszcze kraba 7 m2 – 7,1 węzła przy wietrze do 3 o B)

Warto przytoczyć kilka obserwacji armatora ze spotkań z innymi jednostkami pływającymi: 27 czerwca płynąc z Gdańska Przeróbki na Zatokę do wysokości plaży Stogi spotkałem BARNIMA (słynny Nefryt, na którym niegdyś w regatach AZAB startował Jerzy Rakowicz – przyp. autora). Współczują mi, że muszę płynąć na wiośle – a to przecież ster! Większość łodzi wyprzedzam…

4 lipca płynąłem z Gdańska Przeróbki do Górek Zachodnich (do klubu „Neptun” na pagaju max. 4,3 w); milę od Portu Północnego – martwa fala. Nie opóźnia ruchu i żeglujemy sucho. Przed mostem Siennickim dostaje kopa (dobre 4 B) i płyniemy ponad 7 węzłów…

Dane techniczne:

długość głównego kadłuba  – 4,89 m ( pływak 3,02 m)

Szerokość całkowita – 2,6 m

zanurzenie 0,10/0,40 m

ciężar 40 kg

powierzchnie żagli 2,8 m2/3,8 m2/7 m2

Spotkanie w Łabuszu było niezwykłe z kilku powodów. Po pierwsze w jednym miejscu pojawiło się kilka tak egzotycznych jednostek. Po drugie spotkali się nietuzinkowi ludzie, którzy własnoręcznie zbudowali tak oryginalne łodzie. Po trzecie była możliwość wymiany doświadczeń wynikających z eksploatowania tego typu jednostek. Po czwarte zaś, można było porozmawiać z konstruktorami o ich projektach w ogóle, a także przedyskutować wady i zalety konkretnych węzłów konstrukcyjnych i celowość ich zastosowania… To było bardzo inspirujące spotkanie nad pięknym Jamnem. Czy nie należało by rozszerzyć „formuły” imprezy? Brakowało mi na tym spotkaniu choćby YUAN FEN Roberta Hoffmana czy DOPPIO Wojtka Bagińskiego. Może warto by w przyszłym roku zsynchronizować takie imprezy jak tegoroczny I Zlot Proa i Rajd Polski 2010, by spotkać się w przyszłym roku nad jakimś akwenem i podziwiać własnoręcznie zbudowane drewniane łodzie…

Fot. Krzysztof Tuz, Stanisław Skory (MADERKA)

Tags: jacht plażowy, jachty drewniane, jachty z drewna, katamaran, proa, wielokadłubowce, zlot proa

Category: Jachty drewniane, Na wiatr, Spis treści

Komentarze (0)

Trackback URL | Comments RSS Feed

Brak komentarzy.

Zostaw komentarz

WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates